DZIAŁALNOSĆ CHARYTATYWNA W MILANÓWKU, FOO, 2017
| 2017-08-22 07:21:00 | drukuj

11.06.2017. Otwarty Ogród MTL-u.

Wspomnienie o pierwszej Milanowiance, Bronisławie z Łuszczewskich Lasockiej, wdowie po Leonie Lasockim, powstańcu i zesłańcu styczniowym, wielkiej patriotce i społecznicy.

Relacja Anny Elżbiety Kuldanek

·         26 czerwca 1867 roku minęło 150 lat od przybycia do Milanówka Bronisławy Lasockiej,  która po śmierci męża, wraz z trojgiem małych dzieci zamieszkała w zakupionym na licytacji majątku Milanówek. Była to kobieta niezwykle dzielna, mądra i odpowiedzialna. Zanim osiadła w Milanówku, musiała pokonać wiele trudności. Jak się wkrótce okazało, Jej działalność społeczna i charytatywna miała niebagatelne znaczenie dla okolicznej ludności.

·         Przede wszystkim, dzięki sprawnemu gospodarowaniu, zapewniła pracę i życie pracownikom folwarcznym i ich rodzinom, którzy sami korzystali również z efektów tego gospodarowania, a dodatkowo z łatwego dostępu do drzewa w lesie (co zwłaszcza w zimie miało znaczenie niebagatelne).

·         Kiedy po zdławieniu powstania styczniowego, w zaborze rosyjskim do szkół wprowadzono język rosyjski, a język polski stał się przedmiotem nadobowiązkowym, nauczanym po rosyjsku, pani Bronisława zapewniła dzieciom pracowników folwarcznych i okolicznych chłopów naukę czytania i pisania po polsku (często analfabetom). We dworze istniał cichy nakaz mówienia po polsku.

·         Przez większą część życia systematycznie wspomagała finansowo sieroty popowstańcze, a w latach późniejszych sieroty polityczne. Odwiedzała osierocone rodziny powstańców styczniowych oraz prowadzone przez zakonnice ochronki, zostawiając tam spore środki finansowe.

·         Również Jej syn, Michał, społecznik i sędzia pokoju, dokonując parcelacji  swojego majątku i sprzedaży powstających działek, niektóre z nich ofiarowywał na cele społeczne (m.in. pod budowę kościoła, na cele sportowe i rekreacyjne). On również wspierał finansowo rodziny powstańców styczniowych i sieroty polityczne. W okresie I wojny światowej, zaangażował się w znaczącą pomoc poszkodowanym mieszkańcom milanowskim. Organizował Komitet Obywatelski, w którym działały sekcje sanitarne, odzieżowe, żywnościowe, dobroczynne, ochronek i szkół. Stojąc na czele Komitetu, Lasocki dwoił się i troił, aby zdobywać potrzebne produkty i sprawiedliwie je dzielić między potrzebujących. Komitet zorganizował nawet szczepienia ochronne p. ospie

Wspomnienie pani dr Barbary Kaszyckiej o działalności charytatywnej w Milanówku, na przestrzeni lat 1944-1992.

·         RGO. Uciekając przed frontem wschodnim zza Buga, autorka wraz z siostrą i matką z bagażem podręcznym, bez pieniędzy i jakichkolwiek możliwości zdobycia ich, przybyła do Milanówka. Kiedy 01. 08. 1944r wybuchło powstanie, niespodziewanie uzyskały pomoc od Rady Głównej Opiekuńczej. RGO prowadziło szeroko zakrojoną działalność charytatywną -zakład opiekuńczy dla dzieci, kuchnię, rozdawnictwo odzieży i żywności, paczki dla przesiedleńców i dla mieszkańców W-wy po Powstaniu Warszawskim. Pomoc otrzymało wówczas ponad ½ mln osób.

·         PP H. i St. Witaczkowie. W czasie Powstania Warszawskiego z zakładu opiekuńczego im. ks. Boduena ewakuowano i przewieziono wszystkie dzieci do CDSJN. Państwo Witaczkowie oddali na ich potrzeby halę fabryczną, stołówkę, kuchnię. Zapewnili dzieciom wyżywienie, odzież, miejsca do spania oraz opiekę lekarską. Prowadzili też dożywianie młodzieży, zaopatrywali w żywność i ubranie oraz pościel ponad 500 osób. Ponadto zatrudniali wielu pracowników na tzw. dobrych papierach. Ręce do pracy były potrzebne, ponieważ Stacja Jedwabiu Naturalnego produkowała jedwab na spadochrony. Państwo Witaczkowie w czasie okupacji uratowali życie wielu ludziom, również tym pochodzenia żydowskiego. Za swoją działalność na różnych polach powinni mieć w Milanówku pomnik.

·         Paczki z UNRY. Szczególne znaczenie mała żywność, odzież i lekarstwa.

·         Siostry Urszulanki w „Matulinku”. Siostry prowadziły przedszkole, bursę dla dziewcząt i stołówkę, z której korzystało wielu mieszkańców. Koszt obiadu był niewielki, natomiast osoby biedniejsze otrzymywały nieodpłatnie zupę.

·         Harcerstwo. Harcerze głównie pomagali ludziom starszym, nosili węgiel, wodę, robili drobne zakupy, często pomagali w domach.

·         CARITAS. Piękna działalność charytatywna  Caritasu została rozwiązana przez władzę ludową w 1950 roku. Caritas reaktywowano  w 1992 roku i działa do dnia dzisiejszego.

·         Działalność pani Zofii Iwaszkiewiczowej. W stanie wojennym: wspólnie z ks. St. Tworkowskim organizowali materialne wsparcie dla osób internowanych. W każdą niedziele po mszy, odbywały się zbiórki pieniędzy dla osób biednych i chorych. Osoby potrzebujące wsparcia były odwiedzane w domach, miały swoje kartoteki z uzasadnieniami ich trudnej sytuacji. Działalność ta była przez wiele lat kontynuowana i dzieje się do dziś pod egidą Caritasu. Natomiast nałogowcy, alkoholicy i palacze otrzymywali bezpłatnie chleb.

Charytatywna działalność St. i H. Witaczków po upadku Powstania Warszawskiego

Relacja pana Dariusza Biernackiego, Prezesa MTL-u

·         Po upadku Powstania Warszawskiego do CDSJ napływała ostatnia fala wygnańców warszawskich, rannych, kobiet i dzieci. Trzeba było jak najszybciej ulokować ich, nakarmić  i zaopatrzyć wszystkich w ciepłe ubrania. Hale produkcyjne były już wcześniej zajęte przez sieroty z zakładu ks. Boduena  (ok. 400 dzieci w wieku od kilku miesięcy do 4 lat), więc nowych przybyszów lokowano w starej drewnianej szkole. Równocześnie adaptowano też inny budynek szkolny, gdzie w sumie w obu  budynkach schronienie przed zimą w warunkach skromnych, lecz wystarczających, znalazło ok. 180  osób. Wszyscy otrzymywali ciepłe posiłki, spali w ogrzewanych pomieszczeniach na siennikach, a nad wszystkimi czuwał lekarz.

·         Z czasem państwo Witaczkowie zorganizowali kuchnię i  dwie profesjonalne szwalnie ( w Milanówku i w Żółwinie). Do niedawna SJ rozporządzała wyłącznie materiałami jedwabnymi, które nadawały się tylko na bieliznę, odzież letnią i ubranka dla dzieci. Teraz na potrzeby uchodźców szyte były tzw. ciepłe  watówki, watowane kapturki, rękawice jednopalczaste, a także kołdry, bielizna męska i damska, wsypy poduszkowe. Na ten cel zakupiono w Grodzisku Mazowieckim aż dziewięć ton waty! Najtrudniej było z obuwiem, które sprowadzano z Częstochowy. Były to buty skórzane, lecz na drewnianych podeszwach.

·         Cała akcja pomocy finansowana była z funduszy własnych przez St. i H. Witaczków, którzy w ogóle nie myśleli o swoich potrzebach. Byli nieprawdopodobnie skromni i ofiarni. Ileż ludzi zawdzięcza Im życie! I słusznie pani Barbara Kaszycka stwierdziła, że Ci wyjątkowi ludzie, St. i H. Witaczkowie, zasługują nie tylko na skromny skwer w naszym mieście, ale przede wszystkim na najwspanialszy pomnik.

·         Na zakończenie, niech o Ich wielkości zaświadczą słowa jednego ze świadków Ich wspaniałej działalności, dr med. W. Dońskiego:

Mogę śmiało powiedzieć, że nie spotkałem się nigdy w życiu ze zjawiskiem tak wielkiej ofiarności i opieki, jaką otaczał obywatel H. Witaczek wszystkich, którzy byli od niego zależni, i wszystkich nieszczęśliwych, potrzebujących pomocy”.

                                                           ***

Po zakończeniu wymienionych relacji, rozpoczęła się dyskusja,  podczas której uczestnicy wyrażali własne opinie i spostrzeżenia oraz snuli wspomnienia na temat osobistych doświadczeń dotyczących działalności charytatywnej w Milanówku na przestrzeni wielu lat.


Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne