Antoni Ferdynand Ossendowski
Andrzej Pettyn | 2010-05-14 20:38:30 | drukuj


Antoni Ferdynand Ossendowski (Rozdział z książki pt. „Milanówek - miejsce magiczne")

7 kwietnia Mszą św. w kościele pod wezwaniem św. Jadwigi w Milanówku uczczono pamięć Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego (1876-1945), pamięć człowieka, którego nazwisko wielu naszym rodakom, zwłaszcza młodym, nic nie mówi. A przecież był to najpłodniejszy, najpopularniejszy i najchętniej czytany pisarz okresu międzywojennego, który pod względem poczytności ustępował jedynie Henrykowi Sienkiewiczowi. Łącznie ukazało się w Polsce 77 jego książek, które doczekały się blisko 150 przekładów na ponad 20 języków. Sam pisarz szacował liczbę napisanych przez siebie książek na 130, nie licząc artykułów i nowel publikowanych w prasie. W okresie międzywojennym czołowe wydawnictwa świata zabiegały, aby w pierwszej kolejności zakupić prawa wydawnicze do jego rękopisów. Zdarzało się, że niektóre jego książki   najpierw ukazywały się po angielsku, francusku, włosku czy hiszpańsku, a dopiero później trafiały do czytelnika w Polsce.

Warto wiedzieć, że Ossendowski był człowiekiem niezwykle wszechstronnym. Wykładał geografię na kilku uczelniach Warszawy, był prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, publikował swoje artykuły i utwory literackie w wielu czasopismach polskich i zagranicznych, odbył wiele podróży do krajów Europy, Azji, Afryki i Ameryki. Po wybuchu wojny w 1939 r. brał udział w walce podziemnej z hitlerowskim okupantem.

Dlaczego więc po drugiej wojnie światowej Ferdynand Antoni Ossendowski w swojej własnej ojczyźnie znalazł się w zapomnieniu? Dlaczego wokół jego osoby zapanowało głuche milczenie? Co sprawiło, że zaprzestano wznawiania jego poczytnych książek, a wydania przedwojenne zaczęto wycofywać z bibliotek? Aby na te pytania odpowiedzieć, musimy się cofnąć w czasie.

Ossendowski urodził się w 1876 roku na kresach Rzeczypospolitej. Studiował w Rosji, brał udział w wojnie z Japonią i wydarzeniach rewolucyjnych 1905 roku, kiedy bez reszty opowiedział się za „białymi”,. W czasie wojny domowej (wcześniejszy więzień caratu, który cudem uniknął śmierci) Ossendowski znalazł się na Syberii, a później w Mongolii. Współpracując z rządem generała Kołczaka prowadził „dział agitacji antybolszewickiej”. Zetknął się tam z Maksymilianem von Ungem-Stembergiem, zwanym „Krwawym Baronem”, który na czele oddziałów kozackich chciał podbić Daleki Wschód. „Krwawemu Baronowi” plany się nie powiodły, bowiem schwytany przez bolszewików został rozstrzelany. Przed śmiercią udało mu się podobno ukryć wielkie skarby zrabowane w klasztorach buddyjskich gdzieś na pograniczu Mongolii i Chin. Inni twierdzili, że miała to być część skarbu carskiej Rosji, którą przejął „rząd syberyjski”. I właśnie miejsce ukrycia tych skarbów jakoby dobrze znane było uczestnikowi podbojów „Krwawego Barona” – F. A. Ossendowskiemu.

Ossendowski przez całe swoje życie umiejętnie podsycał wokół siebie atmosferę tajemniczości enigmatycznie odpowiadając na pytania o skarb, co tylko utrwalało przekonanie, że rzeczywiście zna miejsce ukrytego skarbca, w którym podobno złożono 24 skrzynie (w każdej z nich 57 kg 400 g złotych monet) i kufer ważący 120 kg, wypełniony brylantami i innymi cennymi wyrobami jubilerskimi.

W czasie pobytu w Azji na początku lat dwudziestych rzekomo jakiś mnich buddyjski miał przepowiedzieć rychłą śmierć von Ungem-Sternberga (co zresztą nastąpiło) a Ossendowskiemu żywot długi do czasu, aż zmarły Krwawy Baron o niego się nie upomni. I rzeczywiście – mimo wojny i trudnych warunków życia w czasie okupacji hitlerowskiej – pisarz dożył sędziwego wieku. Tymczasem – jak głosi legenda – kiedy po Powstaniu Warszawskim znalazł schronienie w pobliskim Żółwinie otoczony opieką Stanisławy i Henryka Witaczków, odwiedził go oficer niemiecki nazwiskiem Dollert, bratanek „Krwawego Barona”, przedstawiając się jako Ungern-Sternberg i odbył z nim rozmowę. O czym rozmawiano, nie wiadomo, ale po tej wizycie Ossendowski poczuł się źle. W kilka dni później Ossendowski zmarł i 3 stycznia 1945 roku bez większego rozgłosu został pochowany na milanowskim cmentarzu. Na temat jego śmierci krążyły bardzo różne opinie. Jedni twierdzili, że z jego śmiercią nie miała najmniejszego związku wizyta niemieckiego oficera, bo pisarz był już wówczas mocno schorowany, ale krążyły też i pogłoski, że został otruty, ponieważ odmówił współpracy z III Rzeszą. Jak było naprawdę, tego już nigdy się nie dowiemy.

Wkrótce po pogrzebie, w 2-3 dni po wkroczeniu Armii Czerwonej do Milanówka, pojawił się jeszcze wątek rosyjski. Daniel Bieniek w „Dzienniku Zachodnim” (8.11.1996 r.) tak o nim napisał:

„Brutalne łomotanie wyrwało grabarza ze snu. Otworzył drzwi i z przerażeniem zobaczył stojących za progiem oficerów i żołnierzy NKWD. Kazali mu zabrać narzędzia i jechać z nimi. Na cmentarzu bez trudu trafili do niedawno usypanego grobu. Kop! – padł rozkaz. Mężczyzna z trudem odwalał kilofem skute styczniowym mrozem grudy ziemi. W końcu dotarł do trumny. Żołnierze sowieccy wydobyli ją z dołu. Odwalono wieko. Po chwili znalazł się obok niej przyprowadzony w piżamie miejscowy dentysta. Jeden z żołnierzy bagnetem podważył szczękę trupa, by lekarz mógł zbadać uzębienie. – Tak, to on – odparł po chwili drżącym głosem – to na pewno Antoni Ossendowski.”

Czy to uspokoiło funkcjonariuszy NKWD? Z pewnością uspokoiło choć nie ucieszyło, bo mieli już pewność, że zmarły nie udzieli im żadnych informacji o miejscu ukrytego skarbu, którym Rosjanie bardzo się interesowali. Jeśli natomiast funkcjonariusze NKWD poszukiwali Ossendowskiego, aby zemścić się na człowieku, który pisząc słynną biografię Lenina, splamił imię wodza rewolucji obnażając popełnione przez  niego zbrodnie i przestrzegając świat przed groźbą jej rozprzestrzenienia się, to srodze się zawiedli, bowiem dotarli do pisarza zbyt późno.

Ferdynand Antoni Ossendowski zabrał do milanowskiego grobu wiele zagadek i pytań, które na zawsze pozostaną bez odpowiedzi. Natomiast z całą pewnością można stwierdzić, że książka Ossendowskiego pt. „Lenin”, uznawana za paszkwil antyradziecki, demaskująca wodza Rewolucji Październikowej, stała się przyczyną tego, że w okresie PRL-u wszystkie książki pisarza zaczęto wycofywać z bibliotek, a jego twórczość skazano na zapomnienie. Dobrze więc, że po latach – idąc w ślad za inicjatywą dr Heleny Krajewskiej, wielkiej miłośniczki twórczości Ossendowskiego – władze samorządowe Milanówka postanowiły – jako pierwsze w Polsce – utrwalić pamięć o tym znakomitym pisarzu przez nadanie jego imienia nowemu skwerowi w centrum miasta i umieszczenie na nim okolicznościowej tablicy. Grobem pisarza na milanowskim cmentarzu od lat opiekują się miejscowe Siostry Urszulanki ze Zgromadzenia Serca Jezusa Konającego.

*

Niektóre książki F.A. Ossendowskiego: Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów (1923), Od szczytu do otchłani (1925), Płomienna północ (1926), Niewolnicy słońca (1927), Orlica (1925), Piąć minut po północy (1928), Pod polską banderą (1928), Lisowczycy (1929), Lenin (1929), Zagończyk (1931), Słoń Birara (1932), Bajeczki niebajeczki (1936), Postrach gór (1937), Pod sztandarami Sobieskiego (1938), Biały kapitan (1939), Cztery cuda Polski (1939).

W ostatnim dziesięcioleciu (1992-2002) ukazało się kilka wznowień, a wśród nich Lenin. W Bibliotece Miejskiej w Milanówku znajduje się 6 tytułów (m.in. Lenin), w Bibliotece Parafialnej im. Biskupa Jerzego Modzelewskiego w Milanówku 20 tytułów, w tym wiele pierwszych wydań przedwojennych. Wszystkie te książki cieszą się dużym zainteresowaniem czytelników.
Andrzej Pettyn
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne