Milanówek we wrześniu 1939 r.
Stanisław Markowski | 2010-05-14 20:31:04 | drukuj

Stanisław Markowski

Milanówek we wrześniu 1939 r.

W październiku  1938 r. społeczeństwo Milanówka ufundowało dla wojska ciężki karabin maszynowy, jednak przygotowania na wypadek ewentualnej agresji niemieckiej rozpoczęto w maju 1939 r. po znanym wystąpieniu sejmowym min. Józefa Becka. Polegały one na szyciu i wypełnianiu węglem aktywnym maseczek przeciwgazowych - prace te wykonywano społecznie w gmachu gimnazjum. Zorganizowana została wystawa lotnicza wraz z pokazami pozorowanego ataku lotniczo-gazowego. W miesiącach letnich utworzono terenowe struktury obrony przeciwlotniczej, której przedstawiciele badali stan zabezpieczenia przeciwpożarowego poszczególnych posesji. Na kilka dni przed wybuchem wojny mieszkańcy - na apel władz - zaczęli kopać rowy przeciwlotnicze oraz gromadzić zapasy żywności. W dniu l września centrum przygotowań obronnych, którymi kierował emerytowany major Tyro, mieściło się w lokalu gminy. Obok osób związanych z OPL do działań zostali włączeni harcerze z 18, 148 i 187 MDH. Część z nich (z 18 MDH) pełniła dyżury w remizie strażackiej przy ul. Żwirowej, uruchamiając syreny w przypadku ogłaszania bądź odwołania alarmu lotniczego. Na dworcu kolejowym służbę wartowniczą objęli, noszący zielone mundury, rezerwiści Policji Państwowej.

W dniu 3 września jedna bomba padła na ul. Prostą. Był to jednak niewypał, usunięty szybko przez wezwanych saperów. Tragiczny skutek miało bombardowanie 6 września. Na ul. Warszawską, wiodącą od Stacji Jedwabniczej do dworca kolejowego, padło kilkanaście bomb, uszkadzając pobliskie domy i zabijając 4 osoby, w tym nauczycielkę Szkoły Podstawowej nr 1 Natalię z Białobrzeskich Markietę. Kilkanaścioro osób było rannych.

W dniu 7 września część mężczyzn, zgodnie z wezwaniem pułk. Umiastowskiego, opuściła Milanówek, udając się do wschodnich rejonów kraju. Były też osoby, które wyjechały do Warszawy, sądząc po doświadczeniach I wojny światowej, że w stolicy będzie bezpieczniej. Po kilku dniach walk sytuacja na froncie ukształtowała się niekorzystnie dla strony polskiej. Wojska niemieckie, wykorzystując swą przewagę liczbową, materialną i techniczną, po przerwaniu pod Częstochową frontu polskiego oraz po zwyciężeniu w okolicach Piotrkowa nieudolnie dowodzonej przez gen. Dęba-Biernackiego armii odwodowej "Prusy", pchnęły w stronę Warszawy szybkie od działy pancerne. W pierwszym rzucie znajdowała się niemiecka 4 dywizja pancerna, za którą podążała 31 dywizja piechoty. 8 września oddział 4 dywizji pancernej zajął Grodzisk Maz., skąd prowadził rozpoznanie przy pomocy silnych patroli pancernych. Jeden z takich patroli usiłowano zatrzymać na szosie w pobliżu Milanówka budując przy pomocy zwerbowanych mieszkańców barykadę na szosie Królewskiej. Dysproporcja sił między napastnikami a obrońcami nie dawała jakichkolwiek szans tym ostatnim. Jeden z budujących barykadę, właściciel sklepu nabiałowego na rynku, zmarł po kilku tygodniach w wyniku otrzymanych ran. Od 5 września po linii Skierniewice-Żyrardów-Brwinów cofały się niektóre oddziały polskiej 2, 28 i 30 dywizji piechoty oraz wołyńskiej i kresowej brygady kawalerii. Zadaniem tych oddziałom było przebicie się do okrążonej Warszawy. Tylko nielicznym, z kierunku Puszczy Kampinoskiej i Modlina, udało się przedrzeć. W dniach 8-9 września oddziały niemieckie toczyły sporadyczne walki z poszczególnymi grupami cofających się polskich żołnierzy. Między innymi walkę z patrolami niemieckimi stoczyły w okolicy Milanówka przebijające się do Warszawy pododdziały ośrodka zapasowego 14 dywizji piechoty.

Kolejne, tym razem ostrzejsze i dłuższe walki, które toczyły się na terenie Milanówka, rozpoczęły się w południe 12 września i trwały do rana 13 września. 12 września pododdziały niemieckiego 17 pułku piechoty, wchodzącego w skład 31 dywizji piechoty 16 korpusu pancernego, zajęły część Brwinowa i rozpoczęły ostrzał artyleryjski Milanówka. Ostrzał ten uszkodził kilka domów. Niemiecki 2 batalion 17 pułku piechoty zaatakował Milanówek od północy, a od strony południowo-wschodniej zaznaczył się nacisk oddziałów niemieckich (12 pp.), zajmujących Grodzisk. Milanówka broniły natomiast resztki 15 pp. i 72 pp. z 28 DP1, wchodzącej w skład Armii "Łódź"2.

Polskie oddziały, pomimo dotkliwego braku amunicji artyleryjskiej złamały w zdecydowany sposób pierwsze natarcie niemieckie. Dopiero kolejne natarcia, w czasie których prowadzono walki na ulicach Milanówka, doprowadziły do zajęcia miejscowości. W czasie walk dostał się do niewoli dowódca 72 pp., ppłk Chroboczyński z częścią podległych mu żołnierzy. Pozostałe oddziały polskie (z 72 pp. pozostało tylko ok. 50 żołnierzy) wycofały się przez Żuków-Błonie do Puszczy Kampinoskiej. Niemcy, mszcząc się za stawiany opór, spalili bez jakiegokolwiek militarnego uzasadnienia dwa domy w Milanówku położone przy ul. Piłsudskiego koło kościoła - p. Głogowskiej i p. Gutowskiej. 
W czasie walk o Milanówek poległo 4 żołnierzy Wehrmachtu. Pochowano ich w pobliżu stacji WKD na Grudowie. Zostali ekshumowani do Rzeszy w połowie 1940 r. Natomiast polscy żołnierze, którzy polegli w dniach 11-12 września między Milanówkiem a Brwinowem koło wsi Falęcin, zostali pochowani, łącznie z cywilnymi ofiarami bombardowania w dniu 6 września, na nowo otworzonym cmentarzu w Milanówku na skraju Małego Chrzanowa.

Po walkach pozostało na terenie Milanówka nieco sprzętu wojskowego oraz wozy i konie z polskich taborów. Kilka dział przeciwpancernych przejęli Niemcy. W ich ręce wpadła także na skutek zdrady znaczna ilość granatów ręcznych, zakopanych na rogu ul. Podgórnej i Orzeszkowej. Chłopiec, który wskazał to miejsce, dostał od Niemców garść cukierków.

Na przełomie września i października przez Milanówek szosą Królewską prowadzono przez dwa dni jeńców—obrońców Warszawy. Jeńców trzymano także w prowizorycznym obozie zorganizowanym na terenie cegielni w Chrzanowie. Mieszkańcy Milanówka w miarę swych możliwości pomagali im, przekazując żywność i odzież.

W Milanówku decyzjami władz okupacyjnych zostały wprowadzone zmiany we władzach gminy. Odwołany został dotychczasowy wójt Apoloniusz Csáky, a na jego miejsce został mianowany burmistrzem nieznany dotychczas Edmund Bachorski.

Pod groźbą kory śmierci nakazano zdanie w gmachu gminy radioaparatów, broni i sprzętu wojskowego. Nakazowi temu nie wszyscy się podporządkowali. Przeciwnie, część osób, głównie młodzież, zaczęła poszukiwać i gromadzić sprzęt wojenny z myślą o walce z okupantem. Niemcy odpowiedzieli represjami. Dwudziestego września za posiadanie broni stracono Józefa Wielińskiego z Milanówka oraz Kazimierza Banaszkiewicza ze wsi Polesie, o czym doniósł komendant wojenny w obwieszczeniu rozwieszonym w Grodzisku Maz. W październiku został stracony za to samo przestępstwo Jaskólski z Milanówka.

Wehrmacht po wkroczeniu do Milanówka zajął niektóre budynki, m.in. gimnazjum przy ul. Spacerowej 3, zamieniając na szpital przyfrontowy. Jednak kilka tygodni po zakończeniu działań wojennych zajmowane obiekty były zwalniane. Umożliwiło to podjęcie w gmachu gimnazjum normalnej nauki, która trwała do 17 grudnia 1939 r. Tego dnia rozporządzeniem starosty sochaczewsko-błońskiego gimnazjum zamknięto.

W odpowiedzi na działania niemieckie zorganizowano tajne nauczanie w lokalach prywatnych. W pierwszym roku szkolnym 1939/1940 zorganizowano 18 tzw. kompletów po 3-4 osoby, a w następnych latach do 24 kompletów. Do stycznia 1945 r. świadectwa dojrzałości otrzymały 164 osoby. Należy podkreślić, że tajne nauczanie było w pojęciu okupanta poważnym przestępstwem. Dzięki wysiłkom dyrektora dr. Bronisława Wieczorkiewicza udało się zorganizować legalnie półtoraroczną szkołę handlową oraz roczne kursy przygotowawcze do zawodu. Pod tym „płaszczykiem” nielegalne komplety mogły śmielej egzystować. Słowa uznania i wdzięczności należą się również profesorom tajnego nauczania: Bronisławowi i Irenie Wieczorkiewiczom, Wandzie i Władysławowi Leciejewiczom, Marii Wittównie, Jerzemu Kremky, Ludwice Nowickiej, Józefowi Stachowskiemu, Kacprowi Wierzchuckiemu, Eugeniuszowi Mellerowi, a także 43 innym wykładowcom, których nazwiska można znaleźć w opracowaniach prof. Stefana Jaczewskiego i prof. Wandy Leciejewicz.

Należy również podkreślić zasługi właścicieli Stacji Jedwabniczej państwa Witaczków, którzy dzięki liberalnej polityce kadrowej oraz wydawaniu fikcyjnych zaświadczeń zatrudnienia uratowali od wywiezienia na roboty do Niemiec, sporą grupę młodzieży milanowskiej, jednocześnie umożliwiając jej naukę. Niejednokrotnie skutecznie interweniowali po aresztowaniach i przypadkowych zatrzymaniach przez okupanta. Umożliwili oni również produkowanie w laboratorium fabrycznym materiałów wybuchowych dla Armii Krajowej. Produkcją tą kierował inżynier Miron Krasnodębski.

Po załamaniu psychicznym społeczeństwa, spowodowanym klęską wrześniową, zaczyna narastać ruch oporu przeciwko bezwzględnym rządom okupanta. Początkowe działania mają charakter spontaniczny - poszukiwanie broni, kolportowanie wiadomości radiowych, malowanie haseł w rodzaju Im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej. Kolejnym etapem jest powstawanie organizacji podziemnych, często na podstawie powiązań partyjnych, wojskowych i harcerskich, wywodzących się z okresu przedwojennego oraz kontaktów rodzinnych i towarzyskich. Jedna z pierwszych tego typu organizacji o nazwie Komenda Obrońców Polski (KOP) powstaje w Milanówku na przełomie 1939/1940 r. Zostaje ona zdekonspirowana po zdradzie jednego z członków – Eugeniusza Lewandowskiego, o przezwisku „Meniek”.

W związku z tym w lipcu 1940 r. zostają aresztowani m.in.: Vetulani (ojciec i dwóch synów), Antoni Sianoszek, Mirosław Szymański, bracia Chrzanowscy oraz proboszcz Walenty Zasada. Zostają jednymi z pierwszych więźniów Oświęcimia. Większość z nich ginie w obozie.

Kolejną - tym razem masową – represją była przeprowadzona w czerwcu 1940 r. po raz pierwszy publiczna obława uliczna. Represje nie powstrzymują jednak rozwoju wojskowych organizacji podziemnych. Do najważniejszych działających w Milanówku, które w latach 1942/43 zostaną scalone w Armię Krajową, należą Narodowa Organizacja Wojskowa, Związek Walki Zbrojnej i Konfederacja Narodu. Organizatorami NOW byli: Zygmunt Dąbrowski, Leon Dziubecki, Wacław Wieczorek, Dionizy Rybiński. Jednym z organizatorów ZWZ był Ryszard Csáky, zwolniony z oflagu ze względu na to samo nazwisko, jakie wówczas nosił węgierski minister spraw zagranicznych.
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne