Wielki zapomniany tenor Stanisław Gruszczyński - Andrzej Pettyn
| 2010-05-14 20:25:53 | drukuj
26 października 2003 r. w Miejskim Ośrodku Kultury w Teatrze Letnim w Milanówku pod tym właśnie tytułem odbył się wieczór wspomnień poświęcony wielkiemu tenorowi Stanisławowi Gruszczyńskiemu (1981-1959), który trzydzieści lat swego życia spędził w naszym mieście.

Milanówek zafascynował Gruszczyńskiego podobno od pierwszej przypadkowej wizyty w naszej miejscowości wówczas zwanej Letniskiem, postanowił więc tu się osiedlić i w 1930 r. wybudował w centrum miejscowości piękną willę dając jej nazwę „Zacisze”, tu w Milanówku przeżył wielką miłość i tu też dokończył żywota. Pamięć znakomitego śpiewaka - z inicjatywy milanowianina Romualda Tesarowicza - uczcili śpiewem i wspomnieniami znakomici tenorzy Bogdan Paprocki i Sylwester Kostecki, światowej sławy bas Romuald Tesarowicz, akompaniatorka Danuta Antoszewska i prowadzący tę uroczystość wielki znawca sztuki operowej dyrektor Opery Poznańskiej Sławomir Pietras. Wszystko to odbyło się w bardzo pomysłowej scenografii przygotowanej przez organizatora imprezy Miejski Ośrodek Kultury, na którą złożyło się wiele usytuowanych na manekinach kostiumów operowych z Teatru Wielkiego w W-wie kojarzących się publiczności z sukcesami scenicznymi wielkiego śpiewaka z Milanówka.

„Kiedy przed laty zamieszkałem w Milanówku - wyznał w czasie wieczoru wspomnień Romuald Tesarowicz - nie miałem pojęcia o tym, że kiedyś mieszkał tu Stanisław Gruszczyński. Dowiedziałem się o tym nieoczekiwanie w chwili, kiedy przed kilkoma laty nawiązał do tego faktu Sławomir Pietras w czasie koncertu zamykającego obchody 100-lecia Milanówka. Przedtem jeździłem wiele po świecie, występowałem w towarzystwie znakomitych śpiewaków i zbyt mało czasu miałem, aby zainteresować się historią Milanówka. Szczerze mówiąc zaczęło mnie to trochę krępować, że ja żyjąc w Milanówku nie wiem, kto tu kiedyś mieszkał, kto przyczynił się do rozsławienia tej miejscowości, a zwłaszcza kiedy mowa o tak wielkim śpiewaku jakim był Gruszczyński. Zacząłem więc powoli drążyć ten temat, zbierać informacje o Gruszczyńskim i tak dojrzałem do zorganizowania koncertu z udziałem moich przyjaciół. Ponadto zrodziła się idea wmurowania tablicy pamiątkowej artysty. Mam nadzieję, że idea ta dojdzie do skutku.”

Jak się zaczęła i potoczyła kariera Stanisława Gruszczyńskiego?

Ten jeden z największych polskich śpiewaków pierwszej połowy XX wieku wbrew przypuszczeniom urodził się w rodzinie, która nie miała nic wspólnego z muzyką. Jego ojciec był drobnym rolnikiem i gospodarował w Ludwinowie w okolicach Wilna. W poszukiwaniu chleba młody Gruszczyński przewędrował wiele miejscowości praktykując różne zawody nie mające nic wspólnego z muzyką. Krąży o nim legenda, że jego talent został odkryty przypadkowo, kiedy
w charakterze kelnera pracował w jednej z restauracji w Sosnowcu. Potwierdził to mieszkający przed laty w Milanówku dziennikarz, Jan Kruszewski, który przyjaźnił się z Gruszczyńskim.
Gruszczyński przyjechał do W-wy, a tu po krótkotrwałej nauce śpiewu rozpoczęła się jego zawrotna kariera. Początkowo w Teatrze Nowości w repertuarze operetkowym (m.in. Baron cygański, Zemsta nietoperza, Piękna Helena), później zadebiutował w Operze Warszawskiej jako Radames w Aidzie. O zaskakująco szybkiej karierze śpiewaka świadczy fakt, iż powierzano mu wykonywanie głównych partii operowych w najlepszym światowym repertuarze (m.in. Holender tułacz, Lohengrin, Carmen, Otello, śpiewał partię Jontka w Halce. Od 1917 r. zaczął odnosić wielkie sukcesy na najbardziej renomowanych scenach operowych Europy, m.in. w Lizbonie, Madrycie, Barcelonie, Mediolanie (w La Scali). Gruszczyński dał się wkrótce poznać nie tylko jako znakomity śpiewak, ale i doskonały interpretator ról aktorskich, co w teatrach operowych nie zawsze idzie w parze. Występował więc w warszawskich teatrach rewiowych, grał w filmach, jak Księżna Łowicka, Ziemia obiecana.

Niestety wielka kariera znakomitego śpiewaka nagle się załamała. Trudno dociec co się na to złożyło, czy łatwowierność z jaką powierzał swoje pieniądze przyjaciołom, beztroska z jaką grał na wyścigach konnych, szafowanie głosem, który w pewnym momencie stracił swoją piękną metaliczną barwę, czy też kobiety, które nieustannie gęstym wianuszkiem otaczały go w teatrach operowych i w życiu codziennym, widząc w nim przede wszystkim bardzo przystojnego, dowcipnego i... majętnego mężczyznę. Był powszechnie lubiany, i w czasach wielkich scenicznych sukcesów, i kiedy już żył w zapomnieniu.
Przez ostatnie lata życia St. Gruszczyński po stracie całego majątku, w tym również kąpieliska przy ul. Plantowej, mieszkał
w drewnianym baraczku w tzw. Rynku (ul. Warszawska w miejscu, gdzie obecnie znajduje się pusty plac) i tam też zmarł w samotności. Kiedy wieść o śmierci wielkiego śpiewaka i wielkiego przyjaciela milanowian, nie tylko inteligencji, ale i przekupek z targowiska, prostych węglarzy, rozeszła się lotem błyskawicy, tłum mieszkańców wypełnił skrzyżowanie ulic Warszawskiej i Grudowskiej. „...w czasie wynoszenia zwłok
z jego więcej niż skromnego mieszkania - wspomina Kruszewski - zdarzył się wzruszający epizod. Zebrany na ulicy tłum zażądał natarczywie otwarcia trumny. Ponieważ uprzednio nie dopuszczano ludzi do pośmiertnych odwiedzin, teraz, w ostatniej chwili ustawiono na ulicy dwa taborety, na których złożono trumnę. Byłem świadkiem łez, jakimi szary tłum żegnał przyjaciela Gruchę. Działo się to na dwa dni przed pompatycznym pogrzebem na Powązkach, uwiecznionym nawet w telewizji.”

Wykonawców wspomnieniowej artystycznej gawędy o Gruszczyńskim w Teatrze Letnim, w którym śpiewak wystąpił jako aktor w „Grubych rybach” Bałuckiego, żegnano rzęsistymi oklaskami, bowiem tak wspaniałego wieczoru dawno w Milanówku nie mieliśmy. Dzięki tej pięknej imprezie, legenda wielkiego śpiewaka z Milanówka ponownie ożyła. I jest w tym wiele zasługi inicjatora tej imprezy Romualda Tesarowicza, jak
i Miejskiego Ośrodka Kultury. Zabierając głos i dziękując wykonawcom za piękny występ burmistrz Jerzy Wysocki w serdecznych słowach poparł ideę ufundowania tablicy upamiętniającej fakt zamieszkania St. Gruszczyńskiego w Milanówku. Dodajmy, że zbiórkę pieniędzy rozpoczęto tego samego wieczoru i obecnie jest kontynuowana. Datki na ten cel można wpłacać w Miejskim Ośrodku Kultury. 
*
Milanówek zawsze miał szczęście do wspaniałych ludzi. Godzi się o tych ludziach pamiętać nie tylko z okazji okrągłych rocznic, jak w przypadku 100-lecia urodzin Wacława Wdowiaka, wspaniałego wychowawcy młodzieży i współtwórcy milanowskiego harcerstwa, którego działalność uhonorowano we wrześniu br. Warto wiedzę o nich i ich dorobku upowszechniać wśród mieszkańców, a zwłaszcza wśród młodzieży szkolnej na lekcjach poświęconych naszej „małej ojczyźnie”.
Andrzej Pettyn
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne