"TU MÓWI LONDYN!" w Milanówku - Andrzej Pettyn
Andrzej Pettyn | 2010-05-14 20:23:30 | drukuj

Andrzej Pettyn

„TU MÓWI LONDYN!” w Milanówku

Prasa konspiracyjna na ziemiach polskich wydawana w okresie okupacji niemieckiej odgrywała doniosłą rolę. Była nie tylko źródłem podstawowych informacji o wydarzeniach na ziemiach polskich, na różnych frontach walki, umożliwiała komunikowanie się społeczeństwa, ale również wpływała na postawę ludności wobec hitlerowskiego okupanta.  Prasa ta w sposób istotny przeciwdziałała propagandzie niemieckiej, która miała na celu złamanie woli walki społeczeństwa polskiego i wiary w odzyskanie niepodległości, m.in. przez wydawanie tzw. polskojęzycznych „gadzinówek”, jak „Nowy Kurier Warszawski”, mających na celu zdławienie wszelkiej nadziei Polaków na odzyskanie niepodległości. Dziennik szerzył kompleks niższości i poczucie winy Polaków i dążył do wywołania w ujarzmionym społeczeństwie przekonania o niezwyciężonej potędze niemieckiej. Generalnie społeczeństwo polskie bojkotowało tę gazetę, a w 1942 r. w październiku dokonano zamachu na drukarnię, w której się ona ukazywała, demolując lokal i częściowo maszyny poligraficzne.

Bliskość Warszawy, w której wydawano wiele konspiracyjnych gazetek sprawiła, że w Milanówku kolportowano je bez większego trudu, (tu przy ul. Warszawskiej 3 w domu państwa Warzyckich mieściła się centralna dystrybucja konspiracyjnych czasopism), w tej sytuacji początkowo nie podejmowano wysiłku wydawania własnej lokalnej gazetki. Drukowana na terenie Milanówka po przeniesieniu drukarni z Grodziska Maz. „KRONIKA TYGODNIOWA”, o której pisze w osobnym artykule Marian Hassa, miała zasięg znacznie szerszy, ale była również kolportowana na terenie Milanówka. Po wybuchu Powstania Warszawskiego dopływ prasy konspiracyjnej ze stolicy ustał, powstała luka informacyjna, miejscowej ludności brakowało wiadomości nie tylko na temat tego, co się dzieje w walczącej Warszawie, ale i jak rozwija się sytuacja na różnych frontach walki. Gazetek już nie były w stanie zastąpić informacje tradycyjnie przekazywane „z ust do ust”.

W tej sytuacji grupka żołnierzy Armii Krajowej z terenu Milanówka podjęła decyzję wydawania własnej gazetki. Pomysł zrodził się, kiedy dwaj żołnierze AK Janusz Bień (ps. „Stadnicki”) i Leonard Borowiak ps. „Niktowicz”, „Lonek”1 w lecie 1944 r., obawiając się aresztowania, schronili się u przyjaciół na tzw. Kolonii Milanówek (północna część miasta). Leonard Borowiak tak zanotował rozmowę na temat przyszłej gazety:

(...) W stodole, której rozmiary były takie, że w sąsieku, gdyśmy się położyli głowa i nogi dotykały ścian zewnętrznych, Janusz wspomniał mi, że rodzaj dotychczasowej roboty konspiracyjnej, że te zbiórki i szkolenie żołnierskie go nie satysfakcjonują i należy zająć się inną  działalnością. Na moje pytanie, jaką robotę ma na myśli powiedział, że należałoby wobec całkowitego braku prasy na naszym terenie  zająć się wydawaniem jakiegoś pisma. Powinno ono mieć charakter ściśle informacyjny, być oparte na nasłuchu radiowym. (...) W drodze z noclegu do domu uzgodniliśmy tytuł  pisma: „TU MÓWI LONDYN!”.

I tak gazetka „TU MÓWI LONDYN!” (podtytuł: „Wieczorne Pismo Codzienne”) zaczęła się ukazywać w Milanówku w końcu sierpnia. Była to, jak się później okazało, jedyna codzienna gzeta wydawana w warunkach konspiracji.

Pierwszy numer, do którego nigdy nie udało mi się dotrzeć, według informacji przekazanych mi przez Mariana Hassę, ukazał się 27 sierpnia 1944 r. Natomiast najstarszy numer, jaki znalazł się w moim posiadaniu, to numer 11 z dnia 6 września 1944 r. Gazetka miała format A-4, była to cienka kartka papieru maszynowego, tzw. przebitka. Przepisywana była na maszynie w kilku egzemplarzach przez kalkę. Prawdopodobnie każdy tekst przepisywano kilkakrotnie, aby w ten sposób zwiększyć nakład i zakres przekazywania informacji. Gazetka była oczekiwana przez czytelników, bo miała najświeższe informacje z nasłuchu polskojęzycznych audycji BBC z Londynu.  I stąd jej tytuł „TU MÓWI LONDYN!” Przekazywano ją sobie z rąk do rąk, aby umożliwić dotarcie do jak największej liczby czytelników. Z informacji przekazanych mi przez pana Romana Warzyckiego, którego dom – jak wspomniałem - był ośrodkiem kolportażu prasy podziemnej na szerszą skalę wynika, że gazetkę „TU MÓWI LONDYN!” redagowano i przepisywano na maszynie w zakamuflowanym pomieszczeniu na poddaszu willi przy ul. Warszawskiej 3. Hanna Bień-Bielska natomiast pisze, że gazetka powstawała w mieszkaniu Bieniów przy ul. Podgórnej 38. Nie wykluczone, że z uwagi na bezpieczeństwo redaktorów i wydawców miejsce redagowania zmieniano kilkakrotnie.

Ta dość prymitywna technika kopiowania gazetki nie zadowoliła młodych redaktorów i wydawców. Postanowili więc zdobyć prawdziwe maszyny poligraficzne, a te znajdowały się w milanowskim Urzędzie Gminy. Przeprowadzono więc specjalną akcję zdobycia siłą tych maszyn (opisuje ją w swojej relacji Adam Bułat,); odbyło się to podstępem bez rozlewu krwi i już 9 września 1944 r. numer 14 „TU MÓWI LONDYN!” mógł się ukazać w wydaniu powielaczowym, w dodatku w formie bardziej czytelnej i w większej ilości egzemplarzy. Trudno stwierdzić, jak wielki był nakład pojedynczego numeru i ile numerów gazetki wydano. Ostatni, jaki znajduje się w moim posiadaniu to nr 109 ze środy dnia 13 grudnia 1944 r. Podtytuł gazetki w międzyczasie zmienił się na „Popołudniowe Pismo Codzienne”. Przepisywano ją i powielano rano, a po południu i wieczorem przekazywano czytelnikom.

Co zawierał wydawany w Milanówku „TU MÓWI LONDYN!”? Były to głównie doniesienia o rozwoju sytuacji na różnych frontach, o sukcesach wojsk sprzymierzonych, o walce partyzantów. Wiele informacji relacjonowało porażki Niemców, bo czyż nie mogły nie cieszyć takie wieści, jak: „Wojska niemieckie cofają się do linii Zygfryda.” „Rosjanie atakują Budapeszt, część wojsk niemieckich wycofuje się na zachód.” „Wojska amerykańskie I armii dotarły na odległość 1 km od Düren.” „Berlin był bombardowany czwartą noc z rzędu.” „Ciężkie bombowce sprzymierzonych operowały wczoraj nad Niemcami.” „Do niewoli amerykańskiej dostali się Niemcy, którzy dopiero od czterech tygodni są w wojsku. Jeden z oddziałów składał się z samych głuchych.” „Uderzenie francuskie do tego stopnia zaskoczyło Niemców, że niektóre oddziały pierwszej linii pozbawione są od 6 dni żywności.” „Polacy zdobyli Monte Piavo i odzyskali utracone wczoraj pozycje Monte Fortino.” „Wojska fińskie dotarły do granicy norweskiej. W ten sposób prawie cała Finlandia jest już uwolniona od Niemców.”  W n-rze 18 z 12 września 1944 r. czytamy: „Prasa amerykańska pisze: Niemcy lubią wierzyć w cuda, ale żaden cud, ani żadna linia umocnień nie uwolni Rzeszy od klęski.” „Na Podkarpaciu koło m. Dobczyce oddział AK wciągnął w zasadzkę niemiecki batalion policji z Krakowa. Niemcy stracili 81 zabitych, 51 ciężko i 93 lekko rannych.”

W numerze 63 „TU MÓWI LONDYN!” z 28 października znajdujemy obszerną i ważną dla Polaków informację o mowie Churchilla w Izbie Gmin w sprawie przyszłości Polski i jej granic. Pewien optymizm można było znaleźć w stwierdzeniu: „My ze swej strony dotrzymamy obietnic danych Polsce. Powstanie ona do życia w granicach, które może nie będą się pokrywały z granicami przedwojennymi, jednak przestrzeń życiowa Narodu Polski na pewno nie będzie gorsza od tej, którą posiadał przed wojną.”

W n-rze 14 z 9 września 1944 czytamy: Memoriał Rządu Polskiego w sprawie porozumienia polsko-sowieckiego wysłany do Stalina przekazał on Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego. Rozgłośnia radiowa tego Komitetu w Lublinie atakuje w dalszym ciągu bardzo ostro władze Rzeczypospolitej. Jednak nr 109 z 13 grudnia zawierał już o wiele bardziej  niepokojące informacje, nie pozostawiające złudzeń co do tego, jaki los czeka Polskę po zajęciu kraju przez armię sowiecką. W numerze tym m.in. czytamy: „Z Lublina donoszą, że w powiecie zamojskim bandyci z AK organizują zamachy podkładając miny na drogach i liniach kolejowych. Inspiratorem tych zamachów wg prasy lubelskiej jest rząd emigracyjny, który organizuje morderstwa na terenach wyzwolonych. (...) Czas skończyć nareszcie z podłymi mordercami AK” (13.12.1944 r.).

Na zakończenie wypada podkreślić, iż skromnie i przez stosunkowo krótki czas wydawana gazetka „TU MÓWI LONDYN!” odegrała na terenie Milanówka ważną rolę. Pomagała mieszkańcom utwierdzić się we własnym człowieczeństwie, w zachowaniu ludzkiej godności, dodawała otuchy mieszkańcom w codziennych zmaganiach o przetrwanie i dawała do zrozumienia, że kres rządów znienawidzonego okupanta nadchodzi szybko. Zarazem wieści nadchodzące z terenów wschodniej Polski zajętych przez Armię Czerwoną, instalowanie tam władzy polskich komunistów i rozprawianie się z ugrupowaniami akowskimi nie wróżyły nic dobrego, o czym wkrótce mogli się przekonać również mieszkańcy Milanówka.  Gazetkę po przeczytaniu bardzo często przekazywano znajomym w ościennych miejscowościach, zwłaszcza przy okazji przejazdów kolejką EKD.

Gazetka „TU MÓWI LONDYN!” przyczyniła się również do tego, że do naszej miejscowości przylgnął epitet „Mały Londyn”. Przez wiele powojennych lat jedni mówili „Milanówek - Mały Londyn” z satysfakcją, inni zaś – głównie przedstawiciele lokalnych władz komunistycznych – najczęściej z kpiną. Natomiast w odczuciu mieszkańców naszego miasta ten epitet to był rodzaj zasłużonej nobilitacji, na którą Milanówek, który był uznawany za polityczną stolicę Polski po Powstaniu Warszawskim, w pełni zasłużył.   
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne