Wspomnienia z Powstania Warszawskiego (3) - Hanna Mickiewicz
Hanna Mickiewicz | 2010-05-14 20:14:31 | drukuj
 Milanowianie a Powstanie Warszawskie
Hanna Mickiewicz-Szczepkowska

Wspomnienia z Powstania (3)

12 września Niemcy rozstrzeliwują st. strz. z plutonu „Robura” z drużyny „Krzywego” – NN. 13 września giną strz. „Młynarczyk” i podch. „Paź” - Kentzer. Poza tym są ranni: podch. „Julek” – NN. i st. strz. „Staś” – Kowalski Stefan kapr. „Hrabia” – Tadeusz Ejsmont. 14 września są ranni: st. strz. „Bogusław” – Karłowicz Bogusław i st. strz. „Gerard” – Rakowski Jerzy. 5 września ginie na ulicy Nowogrodzkiej 35 porucznik „Marian” – Stefan Koralewski, dowódca III plutonu kompanii „Witold”. Prowadził rozpoznanie linii frontu pod pocztą na ul. Nowogrodzkiej, gdy powierzono mu odcinek plutonu pierwszego szturmowego na kilka dni. Ginie tego dnia również strz. „Osa” – Kazimierz Gorzyński. 16 września ginie st. strzelec „Prawdzic” – Jerzy Kukliński. Nie znam daty śmierci strz. „Władka: - Jerzego Chrząszczyńskiego (miał niespełna 16 lat) oraz strz. „Rysia” – Zbigniewa Krawczyka. 20 września zostaje ranny podch. „Szczepan” – Czajkowski Jerzy, poza tym nie pamiętam kiedy podch. „Śniady” – Śliwa Ryszard, podch. „Szary” – NN., strzelec „Marek” – Cezary Leżeński, strz. „Grzegorz” – NN., „Piotr” – NN., strz. „Skrzetuski” – NN., „Lord” – NN., kapr. „Łada” – NN, strz. „Wiktor” – NN., strz. Wacław Erchard i porucznik „Kac” – Stanisław Kacicki.

Zginęli przed Powstaniem, jak już pisałam 1 sierpnia rano, rozstrzelani na Emilii Plater „Ryś”, por. „Lasota” – NN., podpor. „Zbyszek” – Stanisław Chyczewski oraz wielu innych. Niestety nie mam notatek z Powstania, spaliły się w Warszawie i przez to relacja moja co do stanu poległych i rannych może być nieścisła. Udało mi się zebrać powyższe dane przy pomocy kolegów z tamtych czasów.

 Między 11 a 13 sierpnia pada Wola. Niemcy urządzili masakrę. Wymordowują ludność, personel i rannych w szpitalach, nie oszczędzając nawet leżących tam rannych Niemców. Zdziesiątkowani obrońcy Woli z dużymi stratami przebijają się na „Starówkę”. Jest to zgrupowanie „Radosława”, przede wszystkim z baonów „Zośki” i „Parasola”. Przechodzą przez Koło, Młynów, Muranów na „Starówkę obsadzając Getto.

 Bezkarne bombardowania Warszawy trwają. Z Pruszkowa ostrzeliwują miasto działa kolejowe, ryczą tak zwane „krowy” lub „szafy” jak je ochrzciła „Starówka”. W całym mieście szaleją pożary. Brak wody ogromnie utrudnia gaszenie, mimo że wojsko i ludność cywilna z pełnym poświęceniem stara się ratować, co się da. Łuna gorejącej Warszawy była widoczna w nocy w promieniu 100 km. Tak mi mówiono po Powstaniu.

 Straty w ludziach są zastraszające. Pod gruzami zwalonych domów giną całe drużyny, a nawet plutony, jak to miało miejsce na „Starówce”. W schronach zwalonych domów duszą się cywilni przedstawiciele tego Bohaterskiego Miasta. Kto trzyma się jako tako na nogach, odkopuje zasypanych. Niestety, nie zawsze udaje się do nich dotrzeć. A często jest już za późno! Mimo nadludzkich wysiłków ratujących.

 Do tego piekła dołącza się jeszcze brak jedzenia, chodzimy cały czas głodni (straciłam w Powstaniu 9 kg, a byłam szczupła). U nas w plutonie dzienna racja na osobę wyglądała następująco: rano 2 kawałki chleba czarnego krajanego na grubość palca na chłopca, 1,5 kawałka na dziewczynę i kubek kawy zbożowej z cukrem, cukru mieliśmy pod dostatkiem. W południe 1/2 litra „plujzupy”, czyli rozgotowana kasza jęczmienna z solą, a wieczorem – jak rano – chleb i kawa. I tak przez 8 tygodni. Pierwszy tydzień był lepszy, były sery, masło, jaja z mleczarni. Raz trafiły się kotlety z dorożkarskiego konia biedaka! Chłopcy przynieśli gdzieś zdobyty worek mąki kartoflanej, więc w kotle od gotowania bielizny zrobiłyśmy kisiel z kawy i cukru. Pierwszy wieczór była uczta, nareszcie najedliśmy się do syta. Było to bardzo mdłe – ale było. Na trzeci dzień pod wieczór, na zapytanie „Czy robić kisiel?” – padła ponura odpowiedź – „Dość tego gówna!” Ale około 20-tej, jak wyciszyła się trochę strzelanina, zaczęło się schodzić „towarzystwo” i padło zapytanie: „A kisiel jest?” Robiłyśmy ten nasz kisiel aż do wyczerpania mąki co wieczór bez pytania, mimo że wszystkich mdliło.

 Pada „Starówka”, nie udaje się przebicie przez Ogród Saski. Z 31 sierpnia na 1 września opuszczają zmasakrowaną „Starówkę” jej wspaniali obrońcy, raczej pozostałe przy życiu niedobitki obrońców, prawie każdy ranny, kanałami udają się do „Śródmieścia”. Stamtąd część idzie na Czerniaków, ciężej ranni zostają po obu stronach Alei Jerozolimskich w Śródmieściu. Przez Ogród Saski przebija się nocą resztka kompanii „Rudy”, 58 osób z Andrzejem Morro na czele. I to oni właśnie między innymi żołnierzami „Zośki” i „Parasola” i innych baonów, po zajęciu przez Niemców Powiśla, po parogodzinnym wypoczynku, przechodzą na Czerniaków.

 7 września nad Pragą pokazały się samoloty sowieckie. 15 września desant Berlingowców wylądował na zajętym przez Powstańców brzegu Wisły, ponosząc bardzo duże straty i utworzył „Przyczółek Czerniakowski”. 18 września nastąpił przelot nad Warszawą około 100 maszyn alianckich. Zrzuty wieluset zasobników z bronią, amunicją, lekami, żywnością, a nawet lalkami dla dzieci od dzieci z Londynu, niestety, w przytłaczającej większości dostały się w ręce niemieckie. Samoloty szły z konieczności zbyt wysoko, aby mogły precyzyjnie dokonać zrzutów na polskie pozycje. Był to raczej gest kurtuazyjny niż skuteczna pomoc. Jak wiemy, wielu lotników Polaków i innych narodowości, usiłowało dać pomoc Warszawie. Wielu zginęło, mała część dotarła nad Warszawę i dokonała zrzutów na światła rozmieszczone według kodu uzgodnionego drogą nasłuchu radiowego. Te były precyzyjne. Ale ilu z nich zginęło?! Rosjanie nie udzielili baz lotnictwu alianckiemu śpieszącemu z pomocą walczącej Warszawie, a przeloty z Afryki czy Włoch były za dalekie, tak że i ta nikła pomoc skrwawionej w nierównej walce Stolicy – ustała. Wprawdzie samoloty i artyleria zza Wisły przepędzały samoloty niemieckie, ale było już za późno. Z 22 na 23 września pada Czerniaków. Część obrońców wycofuje się na Mokotów kanałami, reszta usiłuje przy pomocy pontonów Berlingowców przedostać się na Saską Kępę. Garstka, zaledwie kilka osób ocalałych z siedemdziesięciu paru, przedostaje się do Śródmieścia. Paru przez zwalony most na drugi brzeg Wisły.
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne