Wspomnienia z Powstania Warszawskiego (2) - Hanna Mickiewicz
| 2010-05-14 20:13:26 | drukuj
Milanowianie a Powstanie Warszawskie

Hanna Mickiewicz

Wspomnienia z Powstania (2)

22 sierpnia zostałam wezwana do dowództwa na ulicę Poznańską 12, do kapitana „Pioruna”, dowódcy batalionu (rotmistrz „Zaremba” leżał w szpitalu z urwaną ręką, był przed „Piorunem” naszym dowódcą). U dowódcy zastałam doktora Dorożyńskiego Jana „Adama”, szefa sanitarnego batalionu. Oznajmiono mi, iż mam objąć dowództwo nad nowo utworzonym plutonem sanitarnym. Ogromnie mi to było nie na rękę, straszna odpowiedzialność, jeszcze więcej pracy, no i na ulicy Emilii Plater 14. Niestety moje perswazje nie odniosły skutku. Musiałam przyjąć ten chlubny, lecz bardzo trudny obowiązek i bardzo odpowiedzialną funkcję. Reasumując, byłam dowódcą plutonu sanitarnego, co trzecią noc miałam „ront”, czyli bez snu 36 godzin (ponieważ moje zajęcia zamykały się w służbie 18 godzin na dobę), doraźną pomoc w szpitalu na ulicy Poznańskiej 11 w razie potrzeby oraz byłam patrolową na Emilii Plater 14 w pierwszym plutonie porucznika „Bogdana”, po jego zranieniu por. „Łady”, który do kapitulacji był dowódcą pierwszego plutonu, pierwszej kompanii batalionu.

 Coraz dotkliwsze mamy straty. 1 sierpnia przy zdobywaniu Mleczarni zostaje ranny „Wacław” — Henryk Guzik. W drugim dniu jest ranny „Tygrys” — Mieczysław Radwański. Ginie „Sławek” — Zemerau-Siemianowski, syn profesora. Wybuch spłonek rani minerkę „Pufkę”, powoduje śmierć saperki „Moniki” po trzech dniach męki i rani dwie pozostałe. 19 sierpnia rotmistrzowi „Zarembie” urywa pocisk rękę (Romualdowi Radziwiłowiczowi). 30 sierpnia zostaje ranny „Kuba” — Ludwik Rybaczewski. Niemcy poza walką stosują trucicielstwo. Trują alkohol i podrzucają po piwnicach. Tracimy w ten sposób dwóch oficerów i trzy łączniczki. Znaleźli w piwnicy Wermut, wypili po kieliszku w sumie pół butelki. Po paru dniach zaczerniali jak mulaci, mimo bardzo intensywnego jak na nasze możliwości ratunku zmarli 5 września w potwornych męczarniach. Był to por. „Sylwester” Ciesielski-Cymerman z kolegami. Drugą połowę tej nieszczęsnej butelki, schowanej w głębi apteczki na dole, gwoli udowodnienia trucicielstwa Niemców i dokładnej analizy, wypił skład chirurgiczny przez fatalną pomyłkę. Było ich dziesięcioro. Po wielu ciężkich operacjach wrócili w nocy od dra Zawadzkiego, gdzie był rentgen i prąd z mleczarni. Ktoś zamarzył o kieliszku, zaczęli szukać, spirytusu w apteczce już nie było. Znaleźli butelkę, powąchali, nie obejrzeli dokładnie, było ciemno, nie zobaczyli napisu i wypili do dna. Na szczęście było to pół dawki poprzedników. Wyżyli wszyscy, cała dziesiątka. Byli to dr Edmund Drescher, dr „Wiktor” - dr Gustaw Nowotny i jego siostra Róża Nowotna, studentka V roku medycyny, reszty nazwisk ani pseudonimów nie znam. Robiliśmy wszystko co tylko było w  naszej mocy - wyżyli wszyscy, ale Nowotny i Drescher umarli przedwcześnie w niewiele lat po powstaniu, o reszcie nie wiem.

 Jak już wspomniałam, ranny zostaje por. „Bogdan” - Władysław Rydzewski. Ginie „Czar”. W naszej bramie E. Plater 14 „Inżynierowi” konstruktorowi granatników, przy próbie eksplozja urywa prawą rękę. Pociskiem zapalającym w granatniku tym była butelka z piorunianem1, nieszczelność korka spowodowała eksplozję w lufie. (Potem zmieniono korki na gumowe!) Dłoń miał urwaną, a całe przedramię spalone do nagich kości tak, że nie było nawet śladu mięśni czy ścięgien, a kolor obydwu kości był jak stal, szary i lśniący, ani kropelki krwi. Mięśnie powyżej spalenia nie krwawiły. Ginie dwóch braci z drużyny „Zygmunta” otrutych przez „miłego staruszka”. Poszli do Haberbusza na drugą stronę Alei Jerozolimskich. W tunelu czy bramie poczęstował ich „zmęczonych chłopców” jak się wyraził, miły staruszek kieliszkiem wiśniówki „własnej roboty”. Zmarli obaj po paru dniach siniejąc jak poprzedni. Ginie ”Jędrek”, dostał wiatrak granatnika w brzuch, konał sześć godzin, młode zdrowe serce nie chciało stanąć! Usunąć wiatrak nie można było, miał wkręcone jelita w skrzydła.

 4 września zostaje ranny „Szczęsny” — Karol Rudolf. W czasie ratowania rannych zostają ranne „Renia” i Tuśka na Nowogrodzkiej. Niemiec wrzucił granat na punkt opatrunkowy. Dobił nim rannych i ranił obie sanitariuszki. „Tuśkę” w szyję, „Renę” w apeks (czubek) serca. „Rena” umarła dusząc się własną krwią. Ginie patrolowa „Stefa”. Podchorąży „Ciemny” - Janusz Gędzirowski zostaje ranny w łopatkę. Łączniczka „Giga” jest dwa razy ranna - 4 sierpnia w twarz i rękę, a 4 września dostaje posiew rozprysku granatu, odnosi 73 rany z czego jedną w brzuch, bez przebicia przepony. Po dwóch dniach ucieka ze szpitala po usunięciu większych odłamków, siedzi na kwaterze i usuwa sobie sama co drobniejsze odłamki, na które my nie mamy czasu. Od czasu do czasu woła:
- „Anna”, wyjmij mi tego drania, sama nie daję rady!
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne