Milanówek w mediach na początku XX wieku
Andrzej Pettyn | 2010-05-14 17:05:33 | drukuj
105. rocznica uruchomienia
pierwszego przystanku kolejowego


1 maja 2006 roku minęła 105. rocznica uruchomienia pierwszego dworca kolejowego w Milanówku. Dokładnie w tym dniu przy prowizorycznym peronie zatrzymał się tu pierwszy pociąg. To było epokowe wydarzenie w historii naszej miejscowości. Uruchomienie przystanku w Milanówku miało wielkie znaczenie, bowiem przyspieszyło rozwój Letniska Milanówek. Coraz chętniej zaczęto kupować tu działki, budować domy, nie tylko letniskowe, i zaczęto się osiedlać. O  tym i innych ważnych dla powstającego Letniska sprawach informuje poniższy artykuł.

Utworzenie spółki kapitałowo-parcelacyjnej pod nazwą „Kozłowski-Lasocki i spółka” w 1899 r. — z grupą udziałowców, w skład której weszli: Jan Kozłowski (kupiec z Warszawy), Władysław Kozłowski (architekt z Warszawy), Daniel Janasz (właściciel majątku Wolica), Antoni Wieniawski (właściciel dóbr Chlewnia), Franciszek Ejsmont (znany artysta malarz z Warszawy, ale związany z Grodziskiem) i Michał Lasocki, w którego ręku znalazła się połowa udziałów w tym przedsięwzięciu1 — spowodowało, że w ówczesnej prasie warszawskiej ukazało się wiele anonsów zachęcających do nabywania działek na obszarze Lasu Milanowskiego.

Pierwsze miesiące bardzo intensywnej promocji walorów ekologicznych i klimatycznych oferowanych działek nie przyniosły jednak oczekiwanych wyników. Zainteresowanie było znikome, a to głównie z braku możliwości bezpośrednich dojazdów z Warszawy koleją, której pociągi zatrzymywały się w Brwinowie i Grodzisku, ale nie na terenie Lasu Milanowskiego. Widząc to udziałowcy spółki, a zwłaszcza Michał Lasocki, podjęli intensywne działania w celu utworzenia lokalnej stacji kolejowej, co – po długotrwałych, bo aż dwuletnich staraniach - nastąpiło w 1901 roku. Pierwszy pociąg z Warszawy zatrzymał się w Milanówku przy prowizorycznym peronie – platformie 1 maja 1901 roku.

Utworzenie przystanku  i uruchomienie stałych połączeń kolejowych Warszawy z Milanówkiem spowodowało natychmiastowy wzrost zainteresowania wielkim kompleksem leśnym Lasu Milanowskiego.  Natychmiast wzrósł popyt na stosunkowo tanie działki, na których stopniowo zaczęły powstawać nie tylko domki letniskowe, ale i piękne wille.


Dworzec kolejowy w Milanówku
z początku XX w.

Rozwój Letniska spowodował ukazanie się wielu publikacji na jego temat w prasie warszawskiej, ale nie zawsze przychylnych, o czym świadczy artykuł Konstantego Górskiego w „Tygodniku Ilustrowanym”2, który pisał m.in., że zainteresowanie podwarszawskimi miejscowościami położonymi przy linii kolejowej wzrosło i wywołało spekulowanie gruntami. W artykule czytamy:

„Przez czas długi Grodzisk odznaczał się taniością i ściągał wielu nabywców i lokatorów. Dzisiaj ceny ziemi wzrosły tam dość wysoko, dzięki rozwojowi fabryk i przeludnieniu. Pruszków leży bardzo nisko i jest wilgotny, Brwinów trzymał się dość długo w cenie, ale dziś można tam nabyć grunt po 5 kop. za łokieć.

Nie tak przedstawia się sprawa w rozdętym przez reklamę Milanówkiem. Spółka tamtejsza, pragnąc zrobić dobry interes na sprzedaży kiepskiego gruntu, postanowiła rozparcelować część majątku po cenach bajecznie wysokich. Początkowo brano po 9—10 kopiejek za łokieć, t. j. 1,500 1,600 rub. za mórg bardzo lichej ziemi bez lasu; grunt zadrzewiony, stosownie do położenia, kosztował od 15—20 kop. za łokieć, t. j. od 2,500 do 3,000 za mórg, który w zwykłej sprzedaży wart jest 100 150 rub. Obecnie żąda się już od 15 25 kopiejek czyli 2,400 4,800 rub. za mórg!!!

Jest to bez wątpienia cena bezczelnie wysoka, zważywszy sumę dogodności i niedogodności, jakie daje letnisko, i porównawszy te żądania z cenami gruntu okolicznych właścicieli, którzy biorą od 3 do 5 kopiejek za łokieć ziemi, położonej stanowczo w warunkach lepszych, bo po pierwsze wyżej, a następnie nieco dalej od stacyjnego zgiełku i dymu. Co najgorsza jednak, że w osadzie, przeznaczonej na wypoczynek letni, panuje taki chaos, zgiełk, taki brak porządku, że Konstancin, posiadający stokroć większe wygody, wypadnie stosunkowo znacznie taniej. W Milanówku np. nie ma żadnych urządzeń higienicznvch, nie ma porządnej wody,3 kąpieli, mokradła są niezdrenowane i nieosuszone, co wpływa ujemnie na zdrowotność miejscowości. Produktów dostać nie można, i trzeba sprowadzać wszystko co ważniejsze z Grodziska, albo Warszawy. Spacery, niegdyś swobodne, zostały w tym roku ze względów konkurencyjnych ograniczone i mają być wskutek ogrodzeń, parkanów i płotów kolczastych ograniczone jeszcze więcej.

Właściciel nie postarał się o bocznicę4 do wyładowywania rzeczy i towarów, wskutek tego materiały do budowli, meble, węgle i cięższe przedmioty trzeba sprowadzać albo końmi z Warszawy, albo ekspediować aż do Grodziska.

Tymczasem inicjator spółki zamiast zająć się zaprowadzeniem i zorganizowaniem tych udogodnień, robi wszystko, co może, żeby gościom uprzykrzyć, unieprzyjemnić i utrudnić pobyt. Załatwiając więc zwady sąsiedzkie, zrywa stare mosty na rzeczkach i tamuje przez to spacery, zaorywa i niszczy dawne i dogodne drogi, niezbędne zarówno dla jego własnych parcelantów, jak i dla mieszkańców okolic, wyrywa drzewka, nie pozwala kłaść nawet desek na rowach, pogłębia na złość sąsiadom przejścia przez wyrwy, co wywołuje częste wypadki itp. Słowem, letniska warszawskie dużo pozostawiają do życzenia, a Milanówek sam należy do najgorszych pod względem ładu, porządku, a po części i higieny, szwankującej wskutek zaniedbania elementarnych warunków zdrowotności, a specjalnie wskutek zaniedbania irygacji nisko położonych, porosłych sitowiem i ziejących miazmatami łąk.

Kto chce się bogacić kosztem społeczeństwa, ten powinien poczuwać się do pewnych obowiązków obywatelskich i dawać za grube pieniądze to, co się należy. Parcelację można zacząć i złapać kilku nieopatrznych, ale niewiadome, jak się interes skończy, skoro wda się w to kontrola publiczna i ostrzeże naiwnych...” (Sic !)

Te mocne słowa oskarżenia nie mogły pozostać bez odpowiedzi, ponieważ mogły odstraszyć od nabywania następnych działek i osiedlania się na terenie Letniska. Nic więc dziwnego, że kilkanaście dni później na te uwagi krytyczne zareagował sam Michał Lasocki 5, który pisał m.in.:

„Cena ziemi w Milanówku istotnie jest wyższa aniżeli w okolicy, ale przecież w Warszawie na bliskich sobie nawet ulicach ceny są bardzo nierówne: na Marszałkowskiej np. łokieć ziemi dochodzi do 50 rubli, a na Krochmalnej płacą 8 rub. Cena ziemi, jak każda inna, reguluje się  prawem stosunku popytu do podaży. Milanówek leży wyżej, nie zaś niżej od sąsiednich gruntów. Samo spojrzenie na plant kolejowy (tym bardziej na plan profilu kolejowego) pokazuje, iż Milanówek góruje nad okolicą. Tym się i wyższa cena tłumaczy. W Milanówku mam kawałek  łąki; „zdrenować i osuszyć” jej nie mogę, idąc za radą podaną mi w artykule, bo łąka przestałaby być łąką. Co się tyczy trudności w dostaniu produktów, objaśniam, iż na miejscu jest sklep spożywczy, mleczarnia, ogród handlowy warzywny i owocowy, rzeźnik dojeżdża 4 razy tygodniowo i tyleż razy dostarcza wszystkich produktów żywnościowych. Spacery w lesie milanowskim, mającym 180 morgów, w tym sporą ilość starodrzewu, nie zostały w tym roku wcale ograniczone. Że tamuję spacery po mojej łące — to prawda, ale któryż rolnik pozwala z łąk swoich czynić deptak? Że wyrwałem drzewka, posadzone bez mego zezwolenia na moim gruncie przez sąsiada, także prawda, ale na moim gruncie sam chcę być gospodarzem. Że zaorałem drogę jedną na moim gruncie i zerwałem mostek na niej, także prawda; ale te drogę pozwoliłem zrobić jednemu z moich sąsiadów tymczasowo i pod rygorem sklasowania jej na pierwsze moje żądanie. Z tego rygoru skorzystałem, ponieważ drogą ciągnąc zaczęto cegły i budulec, wznosząc kurz, szkodliwy dla zdrowia moich parcelantów.

                             Z poważaniem – Michał Lasocki.

Konstanty Górski, autor krytycznego artykułu
w „Tygodniku Ilustrowanym” odpowiedział:


„Nie wchodząc w szczegółowy rozbiór argumentów, którymi właściciel Milanówka broni swojej sprawy, zaznaczymy tylko, że wskutek zerwania mostka i zaorania kawałka drogi przerwano najwygodniejszą komunikację z Grodziskiem6 i utrudniono letnikom spacery. Co do łąki, o której p. Lasocki wspomina, to pomimo wysokiego rzekomo położenia Milanówka, leży ona tak nisko, że nawet w roku bardzo suchym, jak obecny, jest wilgotna i zwłaszcza w porze wieczornej zieje niezdrowym chłodem. Gdyby Milanówek nie rościł sobie pretensji do miana „letniska”, niktby nie miał obowiązku zajmować się tymi sprawami, z chwilą jednak, kiedy miejscowość oddano na użytek publiczny, wszystkie, zarówno złe, jak i dobre strony Milanówka podlegają krytyce publicznej, Zamiast więc wyjaśnień, które istoty rzeczy nie zmienią, lepiej by było  pomyśleć o dogodnościach mieszkańców i parcelantów, którzy, bądź co bądź, płacą za to, żeby mogli spędzić lato w warunkach możliwie przyjemnych i wygodnych. Na tym zamykamy polemikę.”

Cóż chętnie powiedziałbym redaktorowi Górskiemu, że nabywanie działek i osiedlanie się na terenie Milanówka Letnisko było całkowicie dobrowolne. Nikt nikogo do tego nie zmuszał. Kto chciał, mógł wybrać tańszy Brwinów. Potomkowie tych pierwszych nabywców z Brwinowa i Milanówka sami sobie mogą teraz odpowiedzieć, kto postąpił słuszniej.

W tej polemice, którą czyta się po latach, zastanawia to, że wówczas można było prezentować różnicę poglądów w miarę kulturalny sposób, mimo iż o cenie gruntu powiedziano „bezczelnie wysoka”. Ale autor, żeby udowodnić swoją tezę posłużył się jednak konkretnymi cenami. Niestety współcześni oskarżyciele lokalni zbyt często ferują wyroki nie zadawszy sobie nawet trudu, aby posłużyć się konkretnymi faktami, a nie jedynie pomówieniami i by choć przez chwilę zastanowić się, czy rzetelna informacja ma budować czy niszczyć. 

Przeglądając następne roczniki „Tygodnika Ilustrowanego” można odnieść wrażenie, że na tej polemice cała sprawa się zakończyła, bo w 1905 roku w notatce „Z siedzib letnich” czytamy informację w zupełnie innym tonie:

„U bram Warszawy leży Milanówek, jedna z najmłodszych naszych siedzib letnich. Miejscowość lesista, zdrowa i bardzo spokojna, połączona z Warszawą aż 20 pociągami dziennie. Wille w Milanówku posiadają przeważnie wygody nowoczesne, co czyni je zdatnymi do zamieszkania przez cały rok. Wiele też rodzin osiedla się tam na stałe. Załączmy tutaj kilka widoków willi i krajobrazów leśnych z Milanówka, nadmieniając, iż las sosnowy jest prawdziwą ozdobą tej miejscowości.”

Powyższej notatce towarzyszą zdjęcia willi „Róża”, willi Hosera, czyli słynnej „Borówki” i krajobrazu leśnego Milanówka, które z pewnością niejednego zachęciły wówczas do nabywa działki i osiedlenia się.

Kolejne lata przyniosły znaczny rozwój letniska, a energiczne działania ówczesnych władz samorządowych doprowadziły do zorganizowania w 1913 roku wielkiej wystawy rolniczej. Promocja wystawy i przy tej okazji, co było oczywiste, zachęta do nabywania działek i osiedlania się w Milanówku była dobrze przemyślana. Ukazała się okolicznościowa pocztówka i zaproszono do Milanówka wielu dziennikarzy, co zaowocowało relacjami prasowymi wraz ze zdjęciami w kilku najbardziej liczących się warszawskich gazetach. Chętnie czytany wówczas na ziemiach polskich miesięcznik „Wieś i Dwór"7 zamieścił na temat milanowskiej wystawy bardzo przychylny reportaż z dwoma zdjęciami, w którym czytamy:

„W kraju naszym, gdzie praca na zagonie stanowi podstawę bytu 70% ogółu ludności, podniesienie rolnictwa i szerzenie oświaty fachowej wśród włościan jest jednym z pilniejszych. U nas misję tę spełniają towarzystwa i kołka rolnicze, przez urządzanie w różnych miejscowościach kraju pokazów, wystaw, które dla drobnych rolników są szkołą i zachętą do wzorowego prowadzenia swoich gospodarstw.

Na wystawach tych, urządzanych w różnych miejscowościach kraju, ludność włościańska okolicy zapoznaje się praktycznie z wynikami racjonalnej gospodarki i hodowli, a przy tym sam biorąc w nich udział, znajduje bodziec do współzawodnictwa na polu ulepszania swych gospodarstw.

W pięknym Milanówku pod Warszawą, na placu łaskawie udzielonym przez radcę p. Antoniego Wieniawskiego z Chlewni, Grodziskie Tow. Rolnicze urządziło okręgową wystawę rolniczą. Dnia 26 bm. po podprawieniu nabożeństwa przez dziekana grodziskiego, ks. Bojanka, nastąpiło otwarcie wystawy i jednocześnie sądzenie okazów z przyznawaniem nagród. Wystawa obesłana jest bardzo obficie. Okoliczni ziemianie i włościanie wystawili przeszło kilkadziesiąt pięknych okazów bydła i koni. Udział w wystawie biorą niemal wszystkie poważniejsze firmy warszawskie w zakresie rolnictwa i działów pokrewnych; niektóre z pośród tych firm posiadają na wystawie własne pawilony. Wszystkie budynki, pawilony nadzwyczaj stylowe i gustowne projektował i budował architekt wystawy p. Piotr Janicki.

Skrzętna zabiegliwość komitetu organizacyjnego, pomysłowo ułożony program atrakcji, koncertów, zabaw, popisów sportowych itd. wreszcie bliskość Warszawy i dogodna, szybka komunikacja zapewniły powodzenie wystawie, która jako przedsięwzięcie przede wszystkim społeczne, zasłużyła na jak najszersze poparcie. (Ael.)”

Na temat wystawy ukazało się wiele relacji rasowych. Jedna z nich zajęła całą kolumnę w „Tygodniku Ilustrowanym”.8 Czytamy w niej m.in.:

W uroczej miejscowości letniczej, Milanówku, odbyła się w tygodniu ubiegłym wystawa rolniczo-przemysłowa. Urządzanie tego rodzaju pokazów prowincjonalnych ma   poważne znaczenie  kształcące dla naszego kraju, zwłaszcza jego warstw włościańskich. Poza tym   jest  najlepszym stwierdzeniem postępu w różnych gałęziach wytwórczości przemysłowo-rolniczej,  oraz wykazaniem ważniejszych jej braków. Wystawa w Milanówku miała na celu zobrazowanie plonów tej pracy w okręgu grodziskim, w którym dotychczas pokazów takich nie było. Dzięki niestrudzonej energii Komitetu wystawowego z pp.:  Stokowską i Neronowiczową-Szpilkowską, Kazimierzem  Wojciechowskim, Antonim Wieniawskim, Michałem Lasockim i Neronowiczem - Szpilewskim na  czele, w   stosunkowo krótkim   czasie   zdziałano bardzo wiele, tak że powodzenie wystawy przeszło nawet oczekiwania organizatorów.

Wielki plac na łąkach (od strony Grodziska, ogrodzony parkanem z gustowną bramą wjazdową, zajęły efektowne pawilony, Mieszczące okazy w działach hodowlanym, rolniczo-przemysłowym, społeczno-ekonomicznym, ogrodniczym i budowlanym. Najobficiej obesłano dział rolniczo-przemysłowy — nie brakowało tu żadnej wybitniejszej firmy krajowej. W dziale hodowlanym wystawiono bardzo piękne okazy bydła rogatego i trzody chlewnej, zwłaszcza wyróżniła się pod tym względem działalność hodowlana kursów rolniczych w Pszczelinie.

Dział budowlany reprezentowały między innymi: wzorowy czworak dla służby i robotników folwarcznych wraz z piekarnią spółkową; pawilon architektów warszawskich ze szczegółowymi planami i projektami dworów i dworków, willi i budowli wiejskich i t. p.; piękny pawilon grodziskiego Koła Ziemianek, w którym wystawiono wyroby włościańskie z pow. błońskiego; kiosk zakładów Ulricha; altana w stylu zakopiańskim fermy Ojrzanów; kiosk Syndykatu leśnego  i wiele innych. W jednym z pawilonów pomieszczono niezmiernie interesujące  tablice statystyczne, starannie opracowane przez p. Antoniego Wieniawskiego z Chlewni. Tablice te obejmują statystykę rolniczą z 10 majątków pow. błońskiego, określają,  wydatki i dochody z jednej morgi, przestrzeń gruntów rolnych, liczbę inwentarza, ludność fabryczną w tym okręgu, liczbę ludności według wyznań, wydatki gminne na każdą morgę przypadające, liczbę Towarzystw: kredytowych, rolniczych, spożywczych, społeczno-kulturalnych, obroty kas pożyczkowo-wkładowych, liczbę straży ogniowych ochotniczych, sklepów monopolowych itd.

Starannie urządzony oddział pszczeliński daje jasny i pouczający obraz urządzenia, rozwoju i prac kursów. Są tu piękne okazy najrozmaitszych zbóż, traw, owoców, jarzyn, ule własnego wy rolni, plony szkoły i jej gospodarstwa, model obory itp.

Zapobiegliwy Komitet wystawowy postarał się również o szereg atrakcji, to też pokaz w Milanówku ściągnął liczne  rzesze  odwiedzających nie tylko z najbliższych okolic, lecz i dalszych stron Królestwa.

Zainteresowanie Milanówkiem rosło, prasa (a nie było wówczas radia i telewizji, nie mówiąc o Internecie) była dla letniska przychylna. W prasie ukazywało się dość dużo ofert, w których właściciele willi milanowskich oferowali letnikom dobre warunki zakwaterowania w niedrogiej, ale atrakcyjnej miejscowości w pobliżu Warszawy. Niestety wybuch I wojny światowej, działania wojenne, które przetoczyły się przez Milanówek, wszystko to zastopowało rozwój miejscowości jako letniska i pokrzyżowało plany ówczesnych bardzo energicznych działaczy samorządowych. Zakończenie wojny, przyznanie Milanówkowi statusu gminy w 1919 roku, otworzyło jednak nowy etap w rozwoju miejscowości.

O niektórych problemach okresu 1919-1939 przeczytać można w książkach „Kiedy Milanówek był stolicą…” i „Milanówek – miejsce magiczne”. Zakres informacji prasowych z tego okresu na temat Milanówka sprowadza się do kilku zaledwie publikacji, nie licząc drobnych notatek i wzmianek. Zacytowałem to wszystko, co było najistotniejsze  i co udało się wyłowić z warszawskiej prasy. Autor artykułu będzie się starał pozyskać dalsze informacje o pojawianiu się Milanówka w prasie z okresu przed I wojną światową. Za wszelkie uzupełnienia i wskazania źródeł innych informacji zarówno autor tego tekstu, jak i Towarzystwo Miłośników Milanówka — będą bardzo wdzięczni.

                 Artukuły zebrał i opracował
 Andrzej Pettyn


Przypisy:

  1.  „Zarys dziejów Milanówka” (pod red. A. Stawarza) str. 18.
  2.  „Tygodnik Ilustrowany”, (nr 26 – 1904)
  3. O tym, że był to wyjątkowo tendencyjny artykuł świadczy deprecjonowanie walorów milanowskiej wody. Tymczasem w okresie międzywojennym Milanówek szczycił się aż trzema ujęciami źródeł wód mineralnych, z których ówcześni letnicy i niedzielni turyści z Warszawy mogli korzystać bezpłatnie w willi „Ursus”. Walory wód milanowskich potwierdził zjazd lekarzy, którzy w 1935 r. w  Milanówku obradowali na temat walorów leczniczych lokalnych wód i – w wyniku przeprowadzonych analiz – doszli do wniosku,  że dobrze służą one w leczeniu schorzeń serca, wątroby, a także żołądka. (A. Stawarz „Z dziejów Milanówka”, 1995 r.) Wielu letników dwa razy dziennie napełniało swoje „manierki” leczniczymi wodami z trzech oficjalnych ujęć wód mineralnych  na terenie Milanówka. Cóż, obecnie, kiedy wielu mieszkańców Warszawy w kolejkach ustawia się, aby napełnić kanistry „oligoceconką” przeznaczoną na herbatę, wielu mieszkańców Milanówka „musi” się w oligocence kąpać, bo taka właśnie woda płynie z wielu lokalnych kranów.
  4. Pamiętam., że w 1948 r. bocznica kolejowa funkcjonowała i to przez wiele lat, ale kiedy powstała nie wiem. Głównie służyła do transportu węgla i materiałów budowlanych. (AP)
  5. „W sprawie Milanówka”, Michał Lasocki,  „Tygodnik Ilustrowany”, nr 29, 1904 r.
  6. To też tendencyjnie stwierdzenie, bo jeszcze po dzień dzisiejszy najdogodniejsze połączenie z Grodziskiem to tzw. Droga Królewska.
  7.  „Wystawa rolnicza w Milanówku”, w: Wieś i Dwór”, zeszyt XII, str. 27
  8.  „Wystawa w Milanówku” ( „Tygodnik Ilustrowany”, nr 27 – 1913 r.)
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne