II Milanowskie Forum Kultury - Miejski Ośrodek Kultury
| 2010-04-03 18:08:59 | drukuj
Architektura zabytkowa w Milanówku

10 grudnia 2004 r. w Miejskim Ośrodku Kultury odbyło się II Milanowskie Forum Kultury. Program spotkania zawierał w sobie temat ARCHITEKTURY i podzielony został na trzy tematy: „Architektura zabytkowa Milanówka”, „W trosce o zachowanie szczególnego charakteru miasta w nowych inwestycjach” oraz „Turczynek” jako temat gorąco nurtujący społeczność Milanówka.

Forum zgromadziło wielu znakomitych architektów, właścicieli willi, przedsiębiorców z branży budowlanej i wielu innych zainteresowanych tą tematyką. Postaram się Państwu przybliżyć treść dyskusji, podczas której nasunęło się wiele wniosków do ww. tematów i wyznaczyło konieczność podjęcia działań. Architektura zabytkowa Milanówka to blaski i cienie ciągnące się na przestrzeni całego poprzedniego stulecia. Niewątpliwie architektura stanowi o charakterze naszego miasta i jest elementem wyróżniającym pośród setek innych. Troska wielu właścicieli willi o poprawę stanu technicznego i estetycznego została wyrażona przez właścicieli willi „Perełka” oraz „Waleria”. Pierwszy z nich, Jan Śmietanko walczy o fundusze na dofinansowanie restauracji obiektu i robi co może aby naprawić wielowiekowe zaniedbania, poczynając od czasów wojennych, kiedy przez ten dom przeszła zawierucha wojenna: pensjonat, szpital, wybuch bomby i wielorodzinne zamieszkiwanie w okresie nakazowo-rozdzielczym. Parcelacje, brak remontów i ciągła eksploatacja do dnia dzisiejszego sprawiły, że chyba tylko jakaś nadzwyczajna siła utrzymuje ten obiekt przy życiu. Właściciel wspomniał o wielotysięcznych nakładach finansowych, które nie dały praktycznie wizualnego skutku poprawy. Uważa, że bez konkretnej pomocy finansowej może powtórzyć się historia jaka dotknęła Dwór Lasockiego, którego już nie ma. W Antwerpii widział pięknie zagospodarowane centrum miasteczka, pragnie, aby podobnie rozwiązano estetykę naszego miasta. Plac Ossendowskiego podał za przykład ciekawego rozwiązania architektonicznego.

Następnie głos zabrał właściciel willi „Waleria”. Opowiedział o przeprowadzonym generalnym remoncie, ogromnych środkach finansowych pozyskanych na ten cel ze sprzedaży fragmentu działki i efekcie „bumerangu”. Czternaście lat wystarczyło, aby budynek ponownie znalazł się w stanie wyjściowym, pomimo corocznych nakładów. Uważa, że nie jest możliwe ratowanie tego typu obiektów bez zdecydowanej pomocy finansowej. Przeprowadził analizę przepływu dotacji na zabytki jakie dzisiaj rozdziela Ministerstwo Kultury z pieniędzy UE. Poszczególne oddziały Konserwacji Zabytków najpierw muszą zebrać informacje o konieczności dotacji i dopiero wówczas Główny Konserwator zatwierdza celowość dotacji. Stworzone procedury są daleko utrudnione. Każdorazowe wystąpienie o dotacje musi być poprzedzone zatwierdzonym projektem, uzgodnionym z konserwatorem, ze szczegółowym opisem oraz kosztorysem. Wykonawstwem może zająć się wyłącznie specjalista. Właściciel musi mieć wyjaśniony stosunek prawny do obiektu. Dopiero dochodzimy do opinii wojewódzkiego konserwatora – czy warto ratować. Jest tyle uzależnień i zobowiązań, które zniechęcają: czas, nakłady finansowe. Aby zdobyć pożyczkę 40 tys. – należy wyłożyć ok. 10 tys. Za takie pieniądze można tylko podjąć walkę z zaciekającymi rynnami i grzybem. Właściciel willi uważa, że miasto, które ma gro obiektów o dużej wartości zabytkowej powinno stworzyć program szczególnej opieki. Pojedynczy właściciel nie jest w stanie nic zrobić. Są to kwoty przekraczające możliwości przeciętnych mieszkańców.

Prowadzący Forum wspomniał o Towarzystwie Opieki nad Zabytkami. Jego członkowie posiadają dużą wiedzę na temat doświadczeń właścicieli zabytkowych willi oraz wiedzę na temat możliwości renowacji kompleksów architektury. Program rewitalizacji z jakim wystąpiła Radna E. Łyszkowska spotkał się z brakiem akceptacji. Miasto Żyrardów opracowało lokalny program rewitalizacji i zdobyło na ten cel środki unijne.

Jerzy Jaroszewicz – architekt – przypomniał, że w 1996 r. był w Milanówku opracowywany swoisty plan rewitalizacji śródmieścia. Plan zakładał wymianę nawierzchni, budowę chodników, parkingów. W owym czasie był architektem miejskim i wyobrażał sobie modernizację instalacji świetlnej (kable prowadzone pod ziemią), remonty elewacji itd. Spotkał się jednak z „życiowym kopniakiem”. Projekt oczywiście był do zrealizowania. Całość została jednak zrobiona w minimalnym stopniu za przyczyną protestów mieszkańców. Jedynym kryterium wyboru estetyki była cena. Musiał się odbyć przetarg. Najtaniej, czyli byle jak. Często wracał do tego problemu. Wiele rzeczy należy przy takiej okazji wyjaśniać. Jest problem – dlaczego ten dostał, a tamten nie. Stwierdził również, że jest granica stanu budynku, poza którą koszty wyremontowania przekraczają koszt budowy takiego samego obiektu. Mówimy tu o kosztach, a koszty są ogromne. Jak tłumaczyć Kowalskiemu, że koło niego będzie połamany chodnik lub w ogóle go nie będzie, ponieważ miasto musi dokładać do remontu zabytkowych budynków. To jest ogromne zadanie dla władz i nie tylko, aby w świadomości społeczności Milanówka zaistniało przekonanie o potrzebie inwestowania w zabytki i poprawę wizerunku miasta. Programami rewitalizacji są objęte z reguły tereny poprzemysłowe, zespół zabudowy mieszkaniowej przynależy tam do większego obszaru. Wszystko sprowadza się do pieniędzy. W Milanówku mamy do czynienia z substancją architektoniczną, która powstawała w okresie świetności, to wszystko sprowadza się do właścicieli, do ludzi, do ich portfeli. Niegdyś była to miejscowość letniskowa, która w okresie dziesięcioleci przekształciła się w miejscowość podwarszawską, niedługo Milanówek będzie satelitarną dzielnicą Warszawy. Problemem podstawowym jest sprawa związana z lokatorami. Kwestie dysponowania nieruchomością są ograniczone i być może polityka miasta w tym kierunku mogłaby dać bardziej wymierną korzyść. Mimo tego problemu są ludzie, którzy decydują się na zakup i remont zniszczonych willi, możliwość nabycia takiej nieruchomości i dysponowania nabytkiem jest utrudniona. W dwudziestoleciu międzywojennym, w czasach świetności, rodzina dysponowała ogromnym majątkiem, dziś takiej rodzinie trudno podołać, są to problemy społeczne. Najlepszym lekarstwem może być dobry, zamożny właściciel. To jest jednak ideał.

Jerzy Jaroszewicz jest daleki od tego, aby popadać w zadowolenie, że Unia w jakiejkolwiek postaci nam pomoże, uważa, że przede wszystkim ludzie muszą chcieć się dogadać i najpierw sami sobie pomóc.

Marek Młyniec proponuje, aby przyjrzeć się temu co jest warte rzeczywiście zachowania i przynajmniej to w szczególny sposób potraktować. Inne rozwiązanie dla obniżenia kosztów to idealna inwentaryzacja, zburzenie i odtworzenie ze wszystkimi detalami z nowoczesnych materiałów, tak jak się to robi w wielu krajach. Wiele budynków już przeżyło stan śmierci technicznej.

Jerzy Jaroszewicz przypomniał, że na wiele obiektów, które nie figurują w spisie zabytków, należy patrzeć tak jak na obiekty zabytkowe. Kwestia rekonstrukcji jest różnie odbierana. Spalona willa „Venus” nadawała się wyłącznie do rekonstrukcji. Są kraje na zachodzie, gdzie takie zabytki są wręcz poszukiwane przez inwestorów. U nas kupuje się plac ze starym domem, a następnie myśli jak pozbyć się tego domu i tu jest również kwestia podnoszenia świadomości.

Jerzy Samborski jest Międzynarodowym Doradcą Ekonomicznym Małych i Średnich Przedsiębiorstw przy Parlamencie Europejskim. Postawił kropkę nad „i” uświadamiając, że w planie rewitalizacji Milanówka nie ma żadnych szans i nie warto poświęcać więcej niż pięć minut czasu złudzie „Rewitalizacja Milanówka”. Program rewitalizacji Żyrardowa jest zaprzeczeniem sytuacji jaka jest w Milanówku. Dotyczy ona poprzemysłowych obszarów miejskich. W Milanówku jest wiele prywatnych domów, willi i to nie ma nic wspólnego z programem unijnym pt. Rewitalizacja. Nasze domy nie mają po tysiąc czy pięćset lat (a takie mogłyby podlegać dofinansowaniu z UE), jak te w Rzymie. To są po prostu domy bardziej lub mniej ładne. Musimy szukać innych sposobów, ale zapomnijmy o programie rewitalizacji Milanówka. Milanówek staje się częścią Warszawy. Domy, których dzisiaj nie jesteśmy w stanie utrzymać, przejdą w ręce bogatych warszawiaków albo przybyszy z UE, tak jak to już się dzieje.

Mariusz Koszuta

Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne