Gdzie skarb twój, tam i serce twoje
| 2010-04-03 16:47:01 | drukuj
"Gdzie skarb twój, tam i serce twoje"[1]

Wielu mieszkańców naszego miasta zupełnie nie orientuje się, że wśród miejscowości związanych z Chopinem - jest również Milanówek. Czy to przypadek, czy też przysłowiowy "palec Boży" sprawił, że urna z sercem wielkiego kompozytora, wyniesiona ze spalonego i na poły zrujnowanego w czasie Powstania Warszawskiego kościoła św. Krzyża - 9 września 1944 roku trafiła do Milanówka? Czy to przypadek, czy zrządzenie losu sprawiło, że biskupowi Antoniemu Szlagowskiemu - wygłaszającemu w 1926 roku w kościele św. Krzyża kazanie w 70 rocznicę umieszczenia w tej świątyni urny z sercem Chopina - dane będzie w wiele lat później wywieźć tę relikwię narodową z płonącej stolicy i przechować ją w podwarszawskim Milanówku?

Byłoby interesujące dowiedzieć się, czy Chopin mieszkający w pobliskiej Żelazowej Woli dotarł kiedyś do majątku Milanówek, a może i poznał ówczesnego właściciela tych terenów Jana Nepomucena Kwileckiego?[2] Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż brak jest dokumentów, które mogłyby to potwierdzić. Ale też nie można i tego wykluczyć. Jarosław Iwaszkiewicz prezentując w "Przekroju"[3] popowstaniowe losy urny z sercem Chopina pisał w 1945 r.:

"Nie obce Chopinowi były te strony. Niedaleko Milanówka w Brwinowie na cmentarzu stoi kaplica fundowana przez przyjaciela jego młodości Eustachego Marylskiego, w niedalekich Pęcicach w starym i pięknym parku przechadzał się jako młodzieniec bawiąc w odwiedzinach u tych samych Marylskich, a przecież opodal przepływa także ta niewielka rzeczka, Utrata, nad której brzegami urodził się i pierwsze stawiał kroki ...

Melancholia Chopina, jego "żal" i smutek - związane są niechybnie z pejzażem tych okolic. Owe z rzadka rozsiane grupy olchowe, małe płachty wody, nad którymi wierzby stoją, owe łąki zielone, niskie i pachnące koniczyną, jakie się ciągną nad Utratą w pobliżu Pruszkowa czy Sochaczewa - a nad nimi letnia muzyka brzęczących owadów i od czasu do czasu dźwięk wykręconej z kory wierzbowej fujarki; owe wesela, bujne i radosne, pełne pobrzękiwania skrzypiec i pomruku basów; owe odpusty - prawie pogańskie święta, wianki puszczane na wody rzeczne przy akompaniamencie na pól zapomnianych śpiewów - wszystko to do dziś jeszcze jest czarem tych okolic. Musiało to pozostawić głęboki ślad w duszy młodego i wrażliwego chłopca, który przejeżdżał tutaj na wakacje. Tęsknił potem do tego wszystkiego w Paryżu - i nigdy nie naśladując i świadomie unikając cytat z pieśni ludowych - wysnuwał ze swojej duszy te melodie, jakie i dziś w tym pejzażu słuchane czy grane nabierają specjalnego smutku."

*

Przenieśmy się do Paryża. Październik 1849 roku. Schorowany Chopin - czując zbliżający się nieuchronnie koniec - żegna się z najbliższymi przekazując im swoje ostatnie życzenia, m.in. odnośnie uroczystości pogrzebowej, w czasie której na jego prośbę miano wykonać Requiem Mozarta. W ostatnich godzinach życia wyznaje swej siostrze, Ludwice Jędrzejowiczowej jeszcze jedną prośbę - prośbę o przewiezienie swojego serca do Polski.[4] "Wiem, że wam Paskiewicz nie pozwoli przewieźć mnie do Warszawy, więc zabierzcie tam przynajmniej moje serce."[5] Według słów siostry Chopina - tak właśnie brzmiały słowa umierającego kompozytora. Wcześniej miał wyrazić pragnienie, aby pochowano go na Powązkach obok Ojca i siostry Emilii. "Serce Chopina - pisze w swojej książce o Chopinie Igor Bełza[6] - zostało zanurzone w naczyniu ze spirytusem, a ciało zabalsamowane."

Jędrzejowiczowa skrupulatnie spełnia wszystkie życzenia brata i w dwa miesiące po jego śmierci, w pierwszych dniach stycznia 1950 r. - wraz z córką - udaje się koleją w drogę powrotną do kraju. Bełza pisze: "Gdy przekraczano granicę, w obawie przed rewizją celną schowała pod suknię niewielki dębowy kufer. Znajdowała się w nim szkatułka z hebanowego drzewa, zawierająca drogocenne naczynie, w którym było serce Chopina - później narodowa pamiątka Polski." Ostrożność ta, jak się później okazało, była ze wszech miar konieczna. W czasie podróży siostra Chopina przeżywa chwile wielkiego napięcia, kiedy w czasie przekraczania granicy Austro-Węgier dochodzi do kontroli celnej.

Naczynie z sercem kompozytora dociera jednak bezpiecznie do Warszawy. Przez pewien czas stoi sobie na komodzie w domu państwa Kalasantego i Ludwiki Jędrzejewiczów. Później urnę przenosi się do kościoła św. Krzyża i umieszcza w katakumbach kościoła, usytuowanego w bezpośredniej bliskości ostatniego warszawskiego mieszkania Chopina. Nieco później urna w dębowej oprawie - na ściance której znalazło się w srebrze wykute miniaturowe serduszko - trafia do zakrystii kościoła. Zanim jednak urna dotrze do górnego kościoła trzeba jeszcze przekonać do tego duchowieństwo, które oponuje, ponieważ właściciel nie był świętym. Przeciwników przekonuje jednak argument, że jest już pewien precedens w katedrze wawelskiej, gdzie znalazło się serce Klementyny z Tańskich Hoffmanowej. Wreszcie urna znajduje miejsce w górnym kościele. Przenosi się ją i umieszcza tam w listopadzie 1856 w wielkiej tajemnicy, w gronie zaledwie kilkunastu przyjaciół i członków rodziny. Postąpiono aż tak ostrożnie w obawie, aby wiadomość o tym nie dotarła do władz carskich, które mogły zarekwirować tę cenną rodzinną i narodową pamiątkę.

W 1880 r. nad wmurowanym sercem Chopina stanął pomnik, wykuty w marmurze karraryjskim, który zamówiła siostra kompozytora Ludwika Jędrzejowiczowa we Lwowie u cenionego rzeźbiarza Leonarda Marconiego. Było to przedsięwzięcie tak kosztowne, że nie wystarczyło jej rodzinnych funduszy. Na szczęście z pomocą finansową pospieszył komitet społeczny, który w celu zebrania pieniędzy zorganizował specjalny dochodowy koncert. Koncert ten upoważnił do umieszczenia na tablicy napisu: "FRYDERYKOWI CHOPINOWI - RODACY".[7] Na drugiej tablicy znalazł się cytat z Ewangelii św. Mateusza Gdzie skarb twój tam i serce twoje oraz Tu spoczywa serce Fryderyka Chopina.

*

14 listopada 1926 r., a więc po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, następuje odsłonięcie pomnika Fryderyka Chopina w Parku Łazienkowskim w Warszawie. Jest to pamiętna dla stolicy i dla całej Polski słoneczna, jesienna niedziela.

Uroczystości rozpoczynają się mszą św. w kościele św. Krzyża, w którym od 70 lat spoczywa serce kompozytora - z udziałem prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego, kardynała Aleksandra Kakowskiego, członków najwyższych władz państwowych, dyplomatów, delegacji krajowych i zagranicznych.[8] W czasie uroczystości okolicznościowe przemówienie wygłasza ks. Antoni Szlagowski zwany z powodu pięknych poetyckich kazań "kaznodzieją Warszawy". Nie przypuszcza jeszcze, że w wiele lat później dane mu będzie zaopiekować się urną z sercem Chopina w podwarszawskim Milanówku. W 1926 r. ks. Szlagowski mówi m.in.:

Powstał Nieśmiertelny. Po stu latach powstał, zaklęty w posągu: powstałem, a jeszczem jest z tobą, Warszawo, tęsknoto mej duszy, mego serca urno. Wraca wieszcz tonów i pieśni, i melodii, zasłuchany w odgłosy wieków minionych, wpatrzony w jawiące się zjawy przeżyć i przeczuć narodu, to się pogrąża w głębinach własnego jestestwa, to się wzbija ponad wszystko, co ludzkie, co ziemskie, sięga nieskończoności.

Do wszystkich ludzi mówi po polsku i wszyscy go rozumieją, przemawia melodią mazurków, polonezów; tworzy poematy krótkie, jak krótki jest krzyk duszy, niezgłębione jest westchnienie wezbranego serca, a niepojęte, jak niepojęty jest ból i rozpacz narodu.

Wszystka przeszłość nasza w nim śpiewa, wszystka niewola nasza w nim płacze, serce narodu bijące, wielki król boleści. (...)

Ojcze muzyki polskiej, władco myśli polskiej, archaniele filozofii narodu, przez ciebie muzyka polska wznosi się na szczyty i nie zniża swego wszechziemskiego lotu. Przez ciebie filozofia narodu pogłębia swą świadomość i wskazuje ścieżki przeznaczeniu naszemu.

W muzyce tej bierzemy w siebie stygmat polskości. Ty w głębinach naszego jesteśtwa budzisz prawieczną przynależność rasową, ożywiasz, co w nas najwięcej jest ludzkiego, i do tych najskrytszych tajników duszy naszej przemawiasz do każdego inaczej - i każdy inaczej cię słucha, inaczej odczuwa, inaczej rozumie, wykłada. Bo każdy w twej muzyce właśnie odnajduje duszę i z tobą po setny raz przeżywa, czego nawet wpowiedzieć nie zdoła, a co odczuwa w godzinę nastroju. I moc twoja nie skończy się nigdy, jak nie odmienia się charakter Narodu, jak nie odmienia się dusza ludzka w swej istocie.

Ty przyszłym wiekom dawać będziesz natchnienie i pozostaniesz w narodzie wieszczem, co duchy zapala, i czarodziejem, co serca na uwięzi trzyma".[9]

Po porannej mszy św. w kościele św. Krzyża, tego samego dnia o godz. 12.00 w Łazienkach następuje uroczyste odsłonięcie i poświęcenie pomnika Chopina, którego twórcą jest Wacław Szymanowski. Przemawiając w imieniu rządu polskiego Jan Skotnicki mówi m.in.:

Naród polski - wznosząc ten pomnik pragnął choć w części spłacić dług wdzięczności Chopinowi za to, że świadczył i świadczyć będzie przez wieki wobec świata o wielkości ducha polskiego i dziwnej tej ziemi poezji. (...) Po wielkiej wojnie i po tych gigantycznych zmaganiach świata całego Polska stawia pomnik nie wodzom swym, bohaterom oręża - lecz twórcy - artyście.
Co za dziwny naród.
Bo naród polski, po otarciu skrwawionego miecza, tęskniąc do pokoju i zgody, stanął do pracy twórczej. (...)

Wznieśliśmy pomnik, na którym Chopin wsłuchany w muzykę przyrody, w ekstazie, tworzy pieśń wieczystą, a twórca pomnika umieszczając go nad brzegiem przezroczystej krynicy, dał tym symbol czystej i jasnej duszy polskiej.

Niech stoi ten pomnik i świadczy o wielkości kryształowej i czystej duszy Chopina, o jego geniuszu, o jego polskości, a także niech mówi dobrze o tych pokoleniach, które zdołały odczuć i zrozumieć dźwięk jego szlachetnej i wielkiej mowy".

Z pewnością nikt z członków delegacji z dwudziestu pięciu krajów, które na zakończenie uroczystości złożyły wieńce pod pomnikiem w hołdzie wielkiemu kompozytorowi, ani też nikt z około pięćdziesięciu tysięcy uczestników tych uroczystości nie przypuszczał, że w kilkanaście lat później tak okrutny los czeka zarówno pomnik, jak i urnę z sercem Chopina. Niemcy po opanowaniu w 1939 r. Warszawy zamykają Instytut Fryderyka Chopina, burzą pomnik w Łazienkach, żądają wydania wszystkich rękopisów chopinowskich i zakazują wykonywania jego muzyki. Wróg zamknął Instytut, zniszczył pomnik, lecz nie był w stanie unicestwić sił zaklętych w jego muzyce.

*

II wojna światowa dobiega końca. 1 sierpnia 1944 r. w Warszawie wybucha Powstanie. Krwawe walki toczą się w okolicach Krakowskiego Przedmieścia, gdzie znajduje się kościół św. Krzyża. Niemcy zdobywają kościół, gdzie z filaru nawy głównej wyjmują urnę z sercem Chopina. Świadkiem tego wydarzenia jest ks. Alojzy Niedziela,[10] który specjalnie dla tej publikacji udzielił mi w kwietniu 2000 r. telefonicznego wywiadu:

Do kościoła św. Krzyża przybyłem pełnić posługę kapłańską w czasie wojny w 1943 roku. W czasie Powstania w 1944 r. z naszej piwnicy, gdzie była plebania, przechodziliśmy do kościoła, który był wówczas całkowicie opustoszały. Było ze mną dwóch księży, z których nikt obecnie nie żyje. Kiedy po raz kolejny znalazłem się w na poły zniszczonym kościele, podszedł do mnie kapelan niemiecki - jak mi się przedstawił - o nazwisku Schulze[11]. I powiada tak:
- Niedługo chyba dojdzie do walk o kościół św. Krzyża. Jestem, jak i wielu Niemców¸ miłośnikiem muzyki Chopina. Jeśli więc zgodzicie się, chcielibyśmy, aby ta relikwia, a więc urna z sercem wielkiego kompozytora, nie uległa zniszczeniu. Gotowi jesteśmy wyjąć tę urnę, uratować ją przed zniszczeniem i zawieść ją w bezpieczne miejsce.

Myśmy się trochę zastanawiali, ale po upływie dwóch dni daliśmy odpowiedź pozytywną. Niemcy zjawili się, więc wraz z ks. Schulze[12] w kościele, wyjęli urnę i zawieźli do siedziby swojego sztabu, który wtedy mieścił się naprzeciw S. Wizytek w Domu bez Kantów. Niemcy chcieli wygrać propagandowo fakt przekazania urny polskim władzom kościelnym. W tym celu nawiązali kontakt z biskupem Antonim Szlagowskim, przebywającym wtedy w Milanówku. Biskupa wraz z osobą towarzyszącą przywieziono do Warszawy, aby sfilmować ceremonię przekazania urny. Byłem jednym ze świadków tego wydarzenia..

W wiele lat później Heinz Reinefarth, zwany "katem Warszawy", w wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Kąkolewskiemu[13] m.in. powie:

"Dostałem ataku czerwonki. Leżałem w swojej kwaterze. Zameldował się oficer komunikując, że jego oddział po wielogodzinnych walkach zajął kościół, gdzie znalazł jakąś relikwię i oficer postawił przed moim łóżkiem skórzany futerał.[14] Na futerale było na małej plakietce nazwisko. Kazałem go postawić na szafie. Arcybiskup Warszawy był poza Warszawą i von dem Bach nawiązał z nim kontakt, ale arcybiskup powiedział, że nie ma świętego o tym nazwisku. Wtedy otworzyłem futerał, w środku było naczynie. Okazało się, że nazwisko na futerale należało do jego fabrykanta i było reklamą firmy. Nazwisko na naczyniu brzmiało "Chopin". W mgnieniu oka przypomniał mi się, bo zawsze pasjonowałem się muzyką i sam gram, testament Chopina: "ciało w Paryżu, serce w Warszawie". Chopin w sercu został Polakiem".

Dowódca wojsk niemieckich tłumiących Powstanie Warszawskie, generał SS i Policji Obergruppenführer Erich von dem Bach, miał świadomość tego, że klęska III Rzeszy jest nieunikniona i że przyjdzie mu ponieść osobistą odpowiedzialność za zbrodnie wojenne popełnione w czasie Powstania. Dowiedziawszy się o odkryciu urny (można przypuszczać, że pośrednikiem był w tym wszystkim wspomniany ks. Schulze), von dem Bach decyduje się na zupełnie nieoczekiwany gest mający na celu pomniejszenie własnej winy i pokazanie się światu w korzystniejszym świetle.[15] Podczas gdy jego żołnierze barbarzyńsko mordują powstańców i ludność cywilną Warszawy i zamieniają w ruiny zabytkowe budynki, świątynie, muzea i biblioteki, zdobywa się na niezwykłą w owym czasie kurtuazję. Postanawia zręcznie wykorzystać nieoczekiwaną zdobycz wojenną. Chopinolog Edward Sydow w kilka lat później w raporcie dla Towarzystwa im. Fryderyka Chopina[16] na temat działań von dem Bacha zanotuje:

"(...) 9 września rano wysłał 2 oficerów swych samochodem do Milanówka z wezwaniem do siebie, tam zamieszkałego w plebanii ks. arcybiskupa Antoniego Szlagowskiego, piastującego w tym okresie pieczę nad kościołami warszawskimi. W towarzystwie tych oficerów ks. arcybiskup Szlagowski musiał się udać do Warszawy."

Ks. infułat Stanisław Markowski, wówczas sekretarz osobisty arcybiskupa Szlagowskiego, wspominając nieoczekiwaną wizytę Niemców w Milanówku powiedział, że oficerowie po przybyciu na plebanię poinformowali go, iż "nasi żołnierze w murach zburzonego kościoła w Warszawie znaleźli urnę z sercem Chopina. Wiemy, że jest to wielka pamiątka dla Polaków i bardzo droga. Postanowiliśmy ją uratować i pragniemy oddać serce Chopina w najgodniejsze ręce, arcybiskupowi z Warszawy."[17] Po chwili zjawił się arcybiskup Szlagowski i po krótkiej rozmowie z oficerami niemieckimi wyraził gotowość przejęcia urny. Wówczas okazało się, że trzeba po nią pojechać do Warszawy. Niemcy przygotowani byli na to, ponieważ dodatkowy samochód dla księdza arcybiskupa już czekał i po chwili wyruszono do Warszawy.

Stanisław Podlewski[18] opisuje to szczegółowo: "Wraz z ks. biskupem jadą ks. Jan Michalski i ks. dr Jerzy Modzelewski, zastępca proboszcza parafii w Milanówku, przebywającego wówczas w obozie koncentracyjnym Dachau.[19] Podczas drogi wszystkich dręczy pytanie, czy aby hitlerowcy nie szykują jakiejś "niespodzianki". (...) (...) Księża dojeżdżają na Wolę. Samochody zatrzymują się przy nowoczesnym domu przy szosie wolskiej, gdzie mieści się Röumunggsstab der Ziwilverwaltung[20]. Przed domem honorowe posterunki z bronią, ze ścian zwisają czerwone flagi z czarną swastyką. Oficerowie prowadzą ks. biskupa i księży do sali na pierwszym piętrze. Jupitery zalewają salę potokami oślepiającego światła, trzaskają aparaty filmowe. Temu wydarzeniu Niemcy pragną nadać szeroki rozgłos. W chwili, gdy ma nastąpić moment przekazania urny z sercem, nagle wszystkie jupitery gasną, żarzą się tylko słabo żarówki. Monterzy nie mogą usunąć awarii. Ks. biskup zwraca się do księży:

- Dzięki Panu Bogu. Tym razem tym barbarzyńcom nie uda się chwyt propagandowy.

Po długich chwilach oczekiwania jeden z wyższych oficerów sztabu von dem Bacha zbliża się do ks. biskupa i mówi:

- W tej wojnie Wielka Rzesza czyniła zawsze wszystko, co było w jej mocy, aby uchronić przed zagładą i zniszczeniem najcenniejsze dobra kultury ogólnoludzkiej dla przyszłych pokoleń. Żołnierz niemiecki na wschodzie broni starej kultury chrześcijańskiej przed zagładą i barbarzyństwem... Wypełniając rozkaz Obergruppenführera i generała policji von dem Bacha przekazuję Jego Ekscelencji ks. biskupowi urnę z sercem świętego Chopina, znalezioną przez naszych żołnierzy.

Po tych słowach wręcza ks. biskupowi dębową urnę w kształcie graniastosłupa i salutuje po hitlerowsku.

Ks. biskup głęboko oburzony cynicznym kłamstwem i bezczelnością tych barbarzyńców - dla dobra sprawy wypowiada tylko jedno słowo po polsku:

- Dziękuję.

Na wychudłej twarzy niezłomnego starca, rządcy archidiecezji w najtragiczniejszym okresie dziejów narodu i Kościoła polskiego, maluje się głębokie wzruszenie. Urnę przyciska do serca i chce jak najprędzej opuścić to miejsce.[21]

Tym samym samochodem i z tą samą eskortą ks. biskup powraca z księżmi do Milanówka."

Urna z sercem wielkiego kompozytora jest już w Milanówku. Bronisław Sydow w swoim raporcie wspomina, że arcybiskup Szlagowski "jednakże nie dowierzał "szlachetności" v.d. Bacha i obawiał się o los urny, wieczorem więc tegoż dnia przeniesiono ją potajemnie do domu prof. Antoniewicza w Milanówku przy ul. Sosnowej, gdzie pozostała przez jakiś nie długi czas, by następnie być przeniesioną z powrotem do plebanii. Tu pozostała w prywatnej kaplicy ks. Arcybiskupa Szlagowskiego umieszczona na fortepianie aż do 17.X.1945 r."[22]

W dniach 12-15 września 1944 r. ks. Jerzy Modzelewski zaprosił na milanowską plebanię pana Antoniego Nowaka, majstra budowy mostów. Po zobowiązaniu go do zachowania tajemnicy powierzono mu wykonanie sekretarzyka-szkatułki dla przechowania urny z sercem Chopina. Ładnie wypolerowana, z ozdobionymi zewnętrznymi ściankami tej szafeczki intarsją drewnianą o symbolice drzew południowych, służyła do przechowywania urny aż do powrotu do kościoła św. Krzyża.[23]

*

Rok 1945. 18 września w Warszawie powstaje Komitet[24] Wykonawczy Uroczystości Narodowych Powrotu Serca Chopina do Warszawy. Komitet i Instytut Fryderyka Chopina kierują do mieszkańców stolicy odezwę, w której m.in. czytamy:

"W tragicznych dniach 1944 roku, gdy mury Twe rozpadały się w nicość śmierci, a Twoi mieszkańcy wypędzeni ze swych domostw przez barbarzyńskiego wroga, szli w najpotworniejszą tułaczkę, musiało opuścić Twe mury również i serce Chopina. Przechowywane z pietyzmem poza miastem, wraca w dniu 17 października 1945 roku w 96-ą rocznicę śmierci Fryderyka Chopina, na Swe dawne miejsce spoczynku w mury Kościoła św. Krzyża. Wraca tak, jak wróciło w Twe mury tysiące innych serc, serc żywych, gnanych ku miastu najżarliwszym pragnieniem budowania nowej, piękniejszej Warszawy. Dzień 17 października 1945 r. będzie dniem Twego hołdu dla nieśmiertelnego geniuszu jednego z Twych synów. Będzie świętem Warszawy - miasta Chopina."

Kiedy po latach czyta się tę odezwę, wyczuwa się w niej przesadny patos, ale w owym czasie było to na miejscu, służyło bowiem pokrzepieniu serc warszawiaków, którzy czytali ją wśród ruin straszliwie zburzonego miasta. W intencji organizatorów uroczystości odezwa ta była hasłem odrodzenia i umasowienia kultury, a uroczystości powrotu urny miały się stać i stały się manifestacja patriotyczno-kulturalną na gruzach miasta. Chopin, początkowo podziwiany głównie w salonach, po 1945 roku stał się własnością szerokich warstw społeczeństwa, co w pełni potwierdza późniejsze upowszechnienie się jego muzyki.

Zanim nastąpi powrót urny z Milanówka do Warszawy podjętych będzie wiele czynności przygotowawczych. Wspomina członek Komitetu Wykonawczego Uroczystości Narodowych Powrotu Serca Chopina do Warszawy, mieszkaniec Milanówka - Bronisław E. Sydow:

"Gdy w maju 1945 r. postanowiliśmy w IFC[25] uroczysty powrót serca Chopina do Warszawy, wydelegowany przez Zarząd IFC udałem się do ks. arc. Szlagowskiego, by sprawę tę omówić i uzgodnić. Przy tej sposobności poprosiłem, ażeby sprawdzić stan relikwii narodowej tej, o pokazanie mi urny.

Urna składała się z zewnętrznej skrzynki dębowej, gładkiej, na ciemno bajcowanej, w której znajduje się druga skrzynka mahoniowa polerowana intarsją (porte linie) upiększona. W wieko jest wpuszczona srebrna blaszka w formie serca, z napisem wyrytym zawierającym daty urodzenia i zgonu Fryderyka Chopina. Skrzynka ta dla ochrony przed wilgocią jest otoczona płytami ołowianymi. Wewnątrz tej skrzynki znajduje się duży słój kryształowy hermetycznie zamknięty, w którym, w przezroczystym alkoholu znajduje się doskonale zachowane serce Chopina. Rzuca się w oczy wielkość serca, jak na postać średniego wzrostu jest ono niepomiernie wielkie. Przypuszczalnie pod wpływem sercowej choroby, która przede wszystkim przyczyniła się do wczesnej śmierci Chopina, obok gruźlicy."

Opracowano szczegółowy scenariusz uroczystości powrotu urny do Warszawy. Chciał to m.in. wygrać propagandowo na swoją korzyść ówczesny przewodniczący Krajowej Rady Narodowej, Bolesław Bierut¸ nie zdecydował się jednak przyjechać do Milanówka, aby tu z rąk ks. biskupa Antoniego Szlagowskiego przejąć ją, zawieźć do Warszawy i przekazać proboszczowi parafii św. Krzyża, wybrał inny wariant z Żelazową Wolą po drodze. I tylko na tym pozakościelnym gruncie się pojawił. Zygmunt Sztaba[26] cytuje wspomnienia Bronisława Sydowa:

"Było przewidziane i z góry ustalone, że należy przybyć do Żelazowej Woli na godz. 9-tą. Toteż dnia poprzedniego odbyła się próba generalna przejazdu samochodem Milanówek - Żelazowa Wola, z zegarkiem w ręku i w porozumieniu z szoferem co do tempa jazdy. Próbę tę odbyłem w towarzystwie prof. Henryka Sztompki".(...)

(...) "Prof. Sztompka dnia 16.X.45 odegrał w Żelazowej Woli program, który miał odegrać w dniu 17.X."

"Dnia 17 października 1945 r. o godz. 7 rano delegacja złożona z prof. Bolesława Woytowicza, księdza Petrzyka, proboszcza parafii Św. Krzyża w Warszawie i niżej podpisanego[27], po solennym przekazaniu jej przez ks. biskupa Antoniego Szlagowskiego, na dziedzińcu kościoła parafialnego w Milanówku, urny z Sercem Fryderyka Chopina, ruszyła samochodem w kierunku Żelazowej Woli, gdzie miało nastąpić w domu urodzenia Fryderyka Chopina, doręczenie Obywatelowi Prezydentowi KRN Bolesławowi Bierutowi, tej pamiątki narodowej."

Przekazując urnę proboszczowi ks. Leopoldowi Petrzykowi na dziedzińscu kościoła św. Jadwigi w Milanówku - bezpośrednio po mszy św. - arcybiskup Szlagowski powiedział:

"Rok temu z płonącej Warszawy wywiozłem to serce Wielkiego Polaka i przez cały rok byłem stróżem tego skarbu narodowego, dziś oddaję go Tobie, Czcigodny Księże Rektorze kościoła Świętego Krzyża w Warszawie, odwieź go na miejsce swoje. Niech ten wzniosły zadatek lepszej przyszłości znowu będzie wyobrażeniem górnych wzlotów Stolicy, niech będzie symbolem niepożytego ducha narodu naszego. Dixi".[28]

Samochód z delegacją wiozącą urnę wyruszył z Milanówka do Żelazowej Woli przez Grodzisk Maz. i Błonie, a następnie szosą Warszawa-Sochaczew w kierunku Paprotni i Żelazowej Woli. Powróćmy do wspomnień B. Sydowa:

"Jechaliśmy zatem dnia 17-go wolno, dokładnie według chronometru. Na całej trasie domy udekorowane biało-czerwonymi flagami, a wzdłuż ulic, w miastach, przez które przejeżdżał samochód z urną, ludzie tworzyli szpaler - uroczysty i milczący. W milczeniu odkrywały się i chyliły głowy, od czasu do czasu ktoś wybiegał z tłumu i do kwiatów, jakimi przybrany był wóz z narodową relikwią dorzucał swój bukiecik.

Za Paprotnią samochód z urną minęły auta z przedstawicielami najwyższych władz państwowych, ale po przejechaniu paruset metrów zatrzymały się przepuszczając Serce Chopina na czoło kolumny.

W Żelazowej Woli czekano już od wczesnego rana. Czekały delegacje, czekały setki ludzi, którzy ściągnęli tu ciężarówkami, furmankami, na rowerach...

Długie przemówienia nie są tu potrzebne. Wszyscy obecni zdają sobie sprawę z doniosłości chwili, z faktu, że Serce, które pod dachem tego dworku oplecionego winoroślą zabiło po raz pierwszy 135 lat temu spocznie tu na moment w drodze do stolicy.

Przez małe pokoiki o niskich, belkowanych pułapach uczestnicy uroczystości przechodzą do większej salki, gdzie w ramach kwietnej dekoracji, na tle portretu Fryderyka Chopina ustawiono już na postumencie urnę z sercem Wielkiego Kompozytora."

Proboszcz parafii św. Krzyża, ks. Leopold Petrzyk, przekazuje urnę Bolesławowi Bierutowi, który następnie wręcza ją prezydentowi Warszawy Stanisławowi Tołwińskiemu, a ten - delegacji studentów Konserwatorium Muzycznego i Warszawskiej Szkoły Muzycznej. Zaraz po tym odbywa się krótki kameralny koncert chopinowski. Dla kilkunastu honorowych gości prof. Henryk Sztompka gra mazurki Chopina, nocturn Cis-mol i poloneza As-dur.

Z zachowanych relacji dowiadujemy się, że zaraz po koncercie kolumna samochodów z pięknie ukwieconym i przybranym narodowymi flagami samochodem na przedzie, gdzie na poczesnym miejscu znajduje się urna, wyrusza w drogę w kierunku Warszawy. W samej stolicy przy trasie przejazdu - na widok majestatycznie posuwającego się ukwieconego samochodu - gromady ludzi odkrywają głowy. "Widzę - wspomina Zygmunt Sztaba[29] - jak dziewczyna w za dużym na nią pluszowym palcie, porwana uroczystym nastrojem klęka nagle na skraju drogi, i jak delikatnie podnosi ją z kolan matka drugą ręką ocierając łzy..."

Samochody zatrzymują się na dawnej rogatce na Woli, przy rogu Chłodnej i Okopowej, gdzie w 1830 roku wyjeżdżającego z Warszawy Chopina żegnało grono przyjaciół, Józef Elsner i chór Konserwatorium wykonujący specjalnie dlań skomponowaną kantatę pożegnalną[30] i gdzie na drogę, z której nigdy już nie wrócił, wręczono mu grudkę warszawskiej ziemi. W miejscu powitania urny podniosły nastrój, wszędzie flagi narodowe, sztandary organizacji społecznych, związków i stowarzyszeń. Przewodniczący Rady Narodowej Warszawy Wiktor Grodzicki w swoim przemówieniu powitalnym mówi m.in.:

"Po raz pierwszy zabiło to serce 135 lat temu, w pobliskiej Żelazowej Woli i wkrótce żywiej zaczęło bić na dźwięk ludowej piosenki rozbrzmiewającej z chat chłopskich, a gdy minęło lat niewiele, ta sama chłopska, mazurska piosenka, spotęgowana tysiąckrotnie przez serce i geniusz Chopina rozbrzmiewała już po całej Europie, a dziś, po 96 latach od chwili, gdy to serce bić przestało - rozbrzmiewa po całym świecie, dając świadectwo nieśmiertelnym wartościom naszej pieśni, naszej kultury i naszego narodu."

Kawalkada samochodów rusza w kierunku kościoła św. Krzyża. Tłumy wokół trasy przejazdu gęstnieją. Samochód z urną zatrzymuje się na Krakowskim Przedmieściu przed kościołem św. Krzyża. Po chwili powitania urna znajduje swoje miejsce w kościele i rozpoczyna się uroczysta msza św. Podniosłe kazanie - wg informacji ks. Alojzego Niedzieli - wygłasza misjonarz ks. Hieronim Feicht, profesor muzykologii (wykładał w KUL-u i kilku innych wyższych uczelniach Warszawy i Poznania). Ks. Feicht przypomniał, iż serce wielkiego artysty wraz z innymi pamiątkami przywiozła z Paryża do Warszawy jego siostra, Ludwika Jedrzejewiczowa. I w murach tej szacownej świątyni, pod opieką księży Misjonarzy, przetrwało aż do września 1944 r. Kazanie to - jak informowało "Życie Warszawy"[31] "było głęboką analizą wartości artystycznych muzyki chopinowskiej i wnikliwym wyjaśnieniem jej roli, wpływów na muzykę innych narodów - stwierdzeniem, że muzyka ta zrodzona z natchnienia duszy ludu, stworzona została świadomie przez Chopina, jako muzyka narodowa, muzyka polska. Świadectwem dla tak pojętej przez Chopina twórczości są Jego własne słowa, w których mówi: "Doszedłem do zrozumienia muzyki narodowej..."[32]

Po kazaniu młodzież szkół muzycznych przeniosła urnę pod filar w nawie głównej, gdzie - przy pełnym milczeniu zgromadzonych w świątyni tłumów - nastąpiło wmurowanie urny pod pamiątkową tablicą z wyrytym wersetem biblijnym: "Gdzie skarb Twój, tam serce Twoje", gdzie znajduje się popiersie F. Chopina dłuta artysty rzeźbiarza Andrzeja Pruszyńskiego.

Reporter "Życia Warszawy" na zakończenie swojej relacji z uroczystej mszy św. w kościele św. Krzyża pisał: "Serce Chopina powróciło z tułaczki w mury bohaterskiej Warszawy, zaświadczając swą wieczną obecnością słowom księdza kaznodziei, że każdy ton muzyki Chopina będzie uczył narody, że Polska jest i będzie nieśmiertelna."

Mszę św. uświetnił występ cenionego chóru Harfa.

Warto dodać, że w mszy św. uczestniczyła grupa harcerzy z Milanówka. W dzienniku żeńskiej drużyny po latach znajdujemy m.in. taki oto wzruszający zapis: "Z wielkiej jamy (ślad bomby z czasów Powstania) wionie dotkliwy chłód. Z czeluści zdruzgotanych fundamentów zdaje się wyglądać tylko co miniona groza. - Zaczyna się Msza. Nie mogłyśmy skupić uwagi, ani modlić się, jak należy, gdyż wzrok nasz błądził po ścianach, obrazach i rzeźbach świątyni. Tu widać nadpalony kawałek bocznego ołtarza, tam znów utrącona figurka anioła. Naokoło ściany zniszczone, popękane i czarne od ognia, a w nich gdzieniegdzie ślady kul. I to zdemolowane prze wrogów wnętrze ma w sobie coś nieuchwytnego, niewidzialnego, ale coś, co się czuje: odczuwa się w tych murach jakiś smutek, powagę i potęgę - tym większą, że mury świątyni zniszczone i popękane przypominają ukrzyżowanego Chrystusa, równie zbitego i poranionego, jak one..."

Na tym nie zakończyły się uroczystości powrotu serca Chopina z Milanówka do Warszawy. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych w sali "Roma" przy ul. Nowogrodzkiej odbyła Akademia Chopinowska z udziałem przedstawicieli ówczesnych władz, przywódców partii politycznych i świata artystycznego. W części artystycznej ceniony aktor Henryk Ładosz wyrecytował wiersz Cypriana Norwida "Fortepian Chopina", a w części koncertowej najwybitniejsi wówczas interpretatorzy muzyki Chopina - Wojtowicz, Rabcewiczowa, Żurawiew i Ekier wykonali kilka utworów kompozytora. W Muzeum Narodowym otwarto wystawę "Chopin i jego Warszawa". W Paryżu na grobie wielkiego kompozytora złożono wieniec od narodu polskiego.

*

Pamięć o przechowywanej w Milanówku urnie z sercem Chopina jest wciąż żywa. Wokół kościoła św. Jadwigi i plebanii cicho szumią wielowiekowe dęby. Przez gęstwinę liści przedostają się promienie wiosennego słońca i padają na umieszczoną przy wejściu tablicę upamiętniającą wydarzenia z lat 1944-45[33] słowami "NA TEJ PLEBANII PRZECHOWYWANO URNĘ Z SERCEM FRYDERYKA CHOPINA W CZASIE OD 9.IX.1944 - DO 17.X.1945". Przed budynkiem plebanii, tuż obok kościoła popiersie Fryderyka Chopina[34] umieszczone tam w 1998 r. w nawiązaniu do milanowskiego festiwalu Inspiracji Chopinowskich - w ramach przygotowań do obchodów 70-lecia Parafii św. Jadwigi. O tym jakie ma to znaczenie dla Parafii i Milanówka, ks. Prałat Zbigniew Szysz, proboszcz Parafii św. Jadwigi i zarazem dziekan grodziski, powiedział:

"Owa tablica budzi zaciekawienie i często rodzi pytanie: dlaczego tu znalazło się serce Wielkiego Kompozytora? Jest również popiersie Chopina: skąd pomysł, by je tu umieścić? Informatory o Milanówku nie udzielały dotychczas odpowiedzi na budzące się niewątpliwie tego typu pytania. Dopiero autor pracy pt. "Gdzie skarb twój, tam i serce twoje" o powyższym wspomniał. Przechowywanie urny z sercem Chopina zawdzięczamy arcybiskupowi Antoniemu Szlagowskiemu, który w okresie 18.09.1942-?.05.1946 kierował archidiecezją warszawską. W roku akademickim 1927/28 pełnił urząd rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Gdy w 1928 r. został mianowany biskupem, ustąpił z urzędu rektora.[35] Był wybitnym znawcą literatury polskiej, Pisma Świętego, a przy tym znakomitym mówcą i kaznodzieją. Odważnie protestował przeciwko zbrodniom popełnianym na ludności polskiej i gwałceniu praw Kościoła. Podczas Powstania Warszawskiego został przez Niemców wywieziony do Milanówka.[36] Gdy potęga hitlerowska załamała się i von dem Bach, jak w cytowanej pracy zaznaczono, miał świadomość tego, że "przyjdzie mu ponieść osobistą odpowiedzialność za zbrodnie wojenne popełnione w czasie Powstania Warszawskiego" postanowił zręcznie wykorzystać nieoczekiwaną zdobycz, jaką była urna z sercem Chopina, i przekazać ją na przechowanie cieszącym się w naszym kraju wielkim autorytetem Kościołowi, którego niewątpliwie wspaniałym przedstawicielem był nie kto inny tylko znienawidzony przez niego arc. Antoni Szlagowski. On wiedział, że Kościół zawsze był z Narodem, stąd świadomy wybór tego kata Warszawy, aby oddać serce Chopina w ręce biskupa.

Kościół był i jest mecenasem sztuki i stara się przechowywać w pamięci swoich wiernych to, co Polskę ubogaca, to co Polskę rozsławia. Ks. prof. Adam Szlagowski w kazaniu wygłoszonym z okazji odsłonięcia pomnika Fryderyka Chopina w Łazienkach w Warszawie powiedział, że Chopin "do wszystkich ludzi mówi po polsku i wszyscy go rozumieją", "wszystka przeszłość nasza w nim śpiewa, wszystka niewola nasza w nim płacze, serce narodu bijące". Czyż więc można było zaprzepaścić okazję, jaka nadarzyła się w roku 1998 i nie zaproponować szanownym fundatorom, by popiersie stanęło właśnie przed plebanią, która przez rok strzegła serca Wielkiego Rodaka? Niech i z tego szanownego miejsca mówi o Polsce."

*

Tabliczka przy urnie z sercem Chopina w kościele św. Krzyża w Warszawie umieszczona tam od niedawna[37] informuje osoby odwiedzające świątynię o popowstaniowych losach urny i schronieniu jakie znalazła w Milanówku.

W dziejach naszego miasta jest wiele pięknych i ciekawych kart, do nich należy również ta związana z urną. Pielęgnujmy więc pamięć o niej, warto aby wiedział o tym każdy mieszkaniec Milanówka. A kiedy przyjadą do nas w odwiedziny przyjaciele lub znajomi, pokażmy im tablicę przy wejściu na plebanię, popiersie Chopina i kościół z którego serce wielkiego kompozytora, wspaniałego twórcy narodowej kultury, wyruszyło w drogę do stolicy, aby powrócić na swoje stałe miejsce w kościele św. Krzyża.

"Dziękuję ks. biskupowi Szlagowskiemu imieniem Rzeczypospolitej Polskiej za jego ofiarny i patriotyczny czyn, który uchronił dla narodu to serce - najdroższy symbol pamięci i sławy jednego z nieśmiertelnych tytanów naszej narodowej kultury polskiej.
Serce to posiadało siłę uczucia tak potężną, że w ciągu stu dwudziestu lat czerpały z niej podnietę najszlachetniejszą wszystkie kulturalne narody świata i czerpać będą przez długie jeszcze wieki przyszłe pokolenia ludzkie. (...) Najgłębsza miłość do ojczyzny zgnębionej i zniewolonej, ale tym bardziej umiłowanej, i bezgraniczna tęsknota do przywrócenia narodowi jego czci i sławy, jego nieskrępowanych wzlotów twórczych - oto czym żyło to serce wielkie i prawdziwe, które dziś dzięki księdzu biskupowi przywrócimy Warszawie".

Andrzej Pettyn

[1] Cytat z Ewangelii św. Mateusza umieszczony na tablicy-pomniku nad miejscem, gdzie znajduje się wmurowana urna z sercem Chopina w kościele św. Krzyża w Warszawie.

[2] J. Nepomucen Kwilecki w 1832 r. sprzedał swój majątek kolejnemu właścicielowi - Karolowi Skalskiemu (Lech T. Jabłoński "Rzecz o pułkowniku Karolu Skalskim" - maszynopis).

[3] Jarosław Iwaszkiewicz "Serce Chopina", "Przekrój", 24.10.1945 r.

[4] Igor Bełza "Fryderyk Chopin", Instytut Wydawniczy Pax, 1969 r. Kazimierz Wierzyński, "Życie Chopina", Wydawnictwo Literackie Kraków 1978, s. 372

[5] Leszek Mazan "Gdzie są serca sławnych Polaków? - Fryderyka Chopina", "Przekrój", 13.02.1983 r..

[7] Leszek Mazan "Gdzie są serca sławnych Polaków? - Fryderyka Chopina", "Przekrój", 13.02.1983 r..

[8] Ks. Waldemar Wojdecki "Serce Fryderyka Chopina" (w: "Gość Niedzielny", 17.11.1996 r.

[9] Ks. Waldemar Wojdecki: "Arcybiskup Antoni Szlagowski kaznodzieja Warszawy", Warszawa 1997 r., Wyd. Archidiecezji Warszawskiej; w książce zamieszczono pełny tekst kazania.

[10] Ks. Alojzy Niedziela przybył do parafii św. Krzyża 20 grudnia 1943 r. a zakończył w niej swoją posługę w 1960 r., przy czym "po drodze" doświadczył prześladowań najpierw ze strony Gestapo ("Pawiak"), a później władz komunistycznych, m.in. był więziony w takich miejscach kaźni, jak Rawicz, Wronki, Mokotów.

[11] Wg relacji Szarytki, Siostry Anny Jurczak (film dokumentalny "Serce Chopina"), powołującej się na relację Matki Klaudii przełożonej Sióstr Wizytek, która opisywała co się działo w klasztorze Wizytek w owym czasie, ks. Schulze był miłośnikiem Polaków i żałował bardzo tego co się działo na terenie Warszawy w czasie Powstania i pragnął uratować co tylko było możliwe z wyposażeń kościelnych." Można sądzić, że serce jego przepełniały uczucia wstydu i żalu i swoimi czynami choćby w małym stopniu pragnął zmazać winy współziomków.

[12] Ks. Schulze - jak poinformował mnie ks. Alojzy Niedziela15.04.2000 r. - zginął po Warszawą w czasie, kiedy rozpoczęła się ofensywa sowiecka. (AP)

[13] Kąkolewski Krzysztof "Generale Reinefarth, zna Pan swój przydomek" - "Literatura" nr 22 z 31.05.1973 r.

[14] Działo to się prawdopodobnie w nocy z 7 na 8.09.1944 r. - wg Zygmunta Sztaby w: "Tym żyła Warszawa", "Stolica" - 19.03.1983 r.

[15] Podlewski Stanisław "Relikwie świętego Chopina", "Za i Przeciw", 16.09.1973 r.

[16] Bronisław Edward Sydow, raport dla Towarzystwa im. Fryderyka Chopina, Milanówek, dn. 12.X.1951 r. (oryginał w archiwum Towarzystwa, zarejestrowany pod datą 5 list. 1951).

[17] Cytat pochodzi z wypowiedzi ks. St. Markowskiego w filmie "Serce Chopina", 1995 r.

[18] Podlewski S., op. cit.

[19] Chodzi o ks. Walentego Zasadę, proboszcza parafii św. Jadwigi w Milanówku, aresztowanego 18 lipca 1940 r., uwięzionego na Pawiaku, a później przewiezionego najpierw do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, następnie do Dachau, gdzie doczekał się wyzwolenia.

[20] Urząd zajmujący się ewakuacją dóbr kulturalnych z ruin Warszawy.

[21] Wg relacji ks. Stanisława Markowskiego (w: "Relikwie świętego Chopina", "Za i Przeciw", 16.09.1973 r.).

[22] Wg relacji Hanny Szczepkowskiej-Mickiewiczowej, na którą powołuje się Zofia Żuławska w książce "Parafia św. Jadwigi w Milanówku", urna przechowywana była w mieszkaniu pianistki Marii Findeisen przy ul. Mickiewicza 12. Zarówno informacje H. Mickiewiczowej-Szczepkowskiej, jak i Bronisława Sydowa są wiarygodne (B. Sydow m.in. powołuje się na ks. Arcybiskupa Szlagowskiego), nie należy więc wykluczać, że urna dla bezpieczeństwa przechowywana była kolejno w dwóch różnych miejscach.

[23] Wg relacji spisanej przez Zenona Nowaka, syna Antoniego.

[24] Sprawozdanie Sekretarza Komitetu Wykonawczego Uroczystości Narodowych Powrotu Serca Chopina do Warszawy - z dnia 9 lutego 1946 r. (oryginał w archiwum Towarzystwa im. Fryderyka Chopina w Warszawie).

[25] Do roku 1950 Towarzystwo im. Fryderyka Chopina, założone w 1934 r., funkcjonowało jako Instytut Fryderyka Chopina.

[26] Sztaba Zygmunt "Tym żyła Warszawa", "Stolica", 19.03.1983 r.

[27] Cytowane tu wspomnienia zostały spisane przez autora, czyli B. Sydowa, w postaci cytowanego wcześniej dokumentu.

[28] Wojdecki, Ks. Waldemar "Serce Fryderyka Chopina", w: "Gość Niedzielny", 17.11.1996 r.

[29] Sztaba Zygmunt "Kiedy serce Chopina wracało do stolicy", w: "Stolica", 19.03.1983 r.

[30] "Serce Wielkiego Polaka wróciło do Stolicy", "Słowo Powszechne", 23.10.1970 r.

[31] "Życie Warszawy", 18 października 1945 r., s. 2.

[32] Niestety, mimo poszukiwań, nie udało się zdobyć tekstu tego kazania, chociaż niezwykły charakter tej uroczystej mszy św. każe nam przypuszczać, że jego treść była dokładnie przemyślana i zapewne sformułowana na piśmie.

[33] Tablicę poświęcił ks. bp Jerzy Modzelewski 19 października 1986 r. (Z. Żuławska "Parafia św. Jadwigi w Milanówku", s. 22)

[34] Fundatorami popiersia byli Joanna i Andrzej Nowakowie z Milanówka.

[35] "Jubileuszowy Rocznik Archidiecezji Warszawskiej", 1998 r., wyd. I, s. 28

[36] "Jubileuszowy Rocznik Archidiecezji Warszawskiej", 1998 r., wyd. I, s. 130.

[37] Tabliczkę z informacją zaproponowało Stowarzyszenie Inicjatyw Twórczych w Milanówku i Towarzystwo Miłośników Milanówka.

Andrzej Pettyn
Reklamy
Polecamy

poprzednie zamknij następne